Hipokamp w zaniku | 2015/08/26 |

Rano wygrzebałam śliczne zapomniane balerinki, całe z koronki. Cała zdumiona – czemuż, ach czemuż ich nie noszę, skoro takie urodziwe – przywdziałam je czym prędzej i chodu z Jankiem do przedszkola a potem do pracy.

Już przy szafce z grzybkiem w przedszkolnej szatni coś mnie tknęło. Taki złowieszczy pstryk, który oczywiście raczyłam we wspaniałości swej zignorować, bo co mnie będą jakieś złowieszcze pstryki pstrykać. Tu jest środa, ja tu pociąg mam.

Na stacji doznałam olśnienia. Oraz zakupiłam plastry z opatrunkiem. Dużo plastrów.

Prześliczne balerinki, całe urokliwe i z koronki, lotem koszącym wylądują wreszcie w koszu, gdyż ponieważ albowiem do butów mam pamięć jak złota rybka, którą zadziwia i zachwyca wciąż ta sama roślinka, którą mija tysiąc razy dziennie.

A ja wrócę do domu boso, bądź w szarych pepegach z ćwiczeń.

Dzieci to sport ekstremalny i sprawdzian z opanowania.

Dziś od piątej przez godzinę pląsałam po pokoju w podskokach, niczym rączy i nieco hospitalizowany Masaj. Nie pytajcie. Lena usypia w przedziwnych warunkach, na wertepach, przy zmywarce, odkurzaczu, w dostawczym samochodzie, na dywanie pomiędzy klockami i kolejką, ale NIE w swoim łóżeczku. Łóżeczko jest banalne, spokojne, nic się w nim nie trzęsie i nie szumi, więc nudą wieje, a Ona jest dzieckiem z wyrzutem adrenaliny w miejscu odpowiedzialnym za miłość do umęczonych rodziców. Se ne da.

Gdy wreszcie hrabianka w łaskawości swej zasnęła i zamierzałam na pół godzinki jeszcze zakopać się w pościeli, Jan Bez Serca postanowił sprawdzić zasięg klaksoniku w swojej ukochanej książeczce o pojazdach. Zasięg klaksoniku był, jak można przypuszczać, wystarczający.

Radosna dwójka małoletnich w moim łóżku jeżdżąca po mnie traktorem i skacząca niczym na trampolinie, to stanowczo za wiele jak na jeden poranek.
Drogi Mikołaju, na gwiazdkę chciałabym dostać paralizator albo duży zapas prozacu. Niezobowiązującą willę z basenem na Bali również przyjmę, jeśli akurat zostanie Ci jakaś nadprogramowa i nie będziesz miał co z nią zrobić.

Chwilowo zatapiam się w kawie.

Harmonogram to podstawa | 2015/08/20 |

W porze kolacji Jan zasępił się nieco i ciężko westchnął.

- Tęskniłem dziś za Tatą – wyznał między kęsami bułeczki z serem.
- Och, przykro mi kochanie – pogłaskałam czule bujną czuprynę.
- A za Tobą nie tęskniłem – wypalił przekręcając nóż w moim sercu o 360 stopni.
- Zupełnie? – wyraziłam zdziwienie – Ja bardzo za Tobą tęskniłam.
- Dziś był dzień Taty. Jutro będę tęsknił za Tobą – wyjaśnił ze stoickim spokojem Jan, po czym udał się kontemplować montaż klocków Lego.

Planowanie, level hard.

Porządek? Nie znam. | 2015/08/19 |

Panna Lena chodzi sobie po mieszkaniu i zwiedza. Od tygodnia. W wersji pionowej.

Oczy dookoła głowy po raz trzeci.

Oraz to trudny moment dla moich pięknych białych szafek kuchennych z połyskiem. I książek na dolnych półkach w pokoju. Albo zbioru kart piłkarskich Igora.

Poniżej Lena z wentylatorem i filozoficzną zadumą.

image

Wejść bez pomocy i bez opcji „skoczę wysmarowana masłem z szafy a Ty je tak trzymaj” w szorty sprzed pięciu lat i dwójki dzieci.

Oraz wystąpić w nich na urodzinach Księcia Małżonka, przy ludziach a nie tylko w towarzystwie lustra w łazience.

A do tego złowić jadowite spojrzenie Takiej Jednej Flądry, która w zeszłym roku z satysfakcją sugerowała, że może jeszcze mi tam lekarze jakieś dziecko przypadkiem pozostawili, niczym chustę chirurgiczną, albo nożyczki.

Bezcenne.
:-)

Drzemka | 2015/08/06 |

image

Bohaterowie nocnych szaleństw rankiem są bardzo zmęczeni. Usypiają podczas śniadania.

Fonia | 2015/08/05 |

Lena z zapałem komunikuje światu rozmaitości w sobie tylko znanym dialekcie. Komunikuje dużo, często i z zaangażowaniem. Niekiedy sylaby ułożą jej się w coś, co starsi bracia uznają za nad wyraz zabawne (a my nie zaoponujemy, gdyż na przykład nie słyszymy) – wtedy oni rechoczą a ona utrwala.

Nie ma to jak zabłysnąć w towarzystwie, elegancko i z namaszczeniem wypowiadając wielokrotnie słowo „du-pa” oraz dodatkowo klaszcząc i śmiejąc się w głos.

Ach.

Wieczorem Młoda Dama wygłosiła monolog, seryjnie domagając się wyrobów z branży wędliniarskiej oraz wczasów.

- Baleron, baleron, baleron, Balaton, baleron…

Chyba skoczę rano do mięsnego.
To bardziej ekonomiczna opcja.

Szpitalna poradnia pedodoncji na Miodowej 18.

Janek, moja mała puchata kulka, siedzi grzecznie na fotelu z otwartą paszczą i spokojnie znosi gmeranie w uzębieniu przez dość liczne konsylium w białych fartuchach. Nasza wada jest rzadka, więc i zainteresowanie lekarzy spore.

Młody rzeczowo odpowiada na pytania jaką pastą i ile razy dziennie myje zęby, że owszem lubi, nie przepada za fluoruzacją żelem, ale myje, bo trzeba. Pani Doktor jest pod wrażeniem. Po zakończonym badaniu tłumaczy Jankowi, że za trzy miesiące założy mu metalowe korony na dwa ząbki, żeby się trochę wolniej ścierały, potem na kolejne dwa. A potem zobaczymy.

Na do widzenia Janek słyszy jeszcze, że był bardzo dzielny.

Z miną komandosa odpowiada na to:
- Mama obiecała mi koparkę, to jestem.
A po chwili dodaje:
- Mama u dentysty też nie płacze.

Gdy wychodzimy, bardzo szybko mrugam i usiłuję pozbyć się tej guli, którą mam w gardle.

O wiele bardziej wolałabym obdarować Go tylko kolorem oczu i paskudnym kłótliwym charakterem. Tę jedną rzecz naprawdę mogłam sobie darować.

Koparka jest żółta.
Świetnie odnalazła się w piaskownicy.

Sobota, 25 lipca | 2015/07/25 |

Dzień, w którym Matka Dzieciom poczuła, że ma dość bycia Matką Dzieciom i zapragnęła pobyć Bajką Sobie.

Tydzień był burzliwy nie tylko w kwestii aury. Małoletnia trójka w wieku 1,5-4-10 potrafi zrobić tajfun z niczego, całkiem jak MacGyver bombę z zapałki. Tylko, że MacGyver był jeden i dość szybko się zmywał, by wrócić w odcinku za tydzień. A dziateczki zmyją się za lat dwadzieścia z hakiem, przy pomyślnych wiatrach.

Tymczasem Książę Małżonek wrócił z trasy, odczekałam zatem przepisowo aż ogarnie się i posili… po czym pobrałam torebkę oraz zamiar i wraz z nimi udałam się – jak oznajmiłam – spokojnie poczytać gazetę. Z zacięta i kategoryczną miną pod tytułem „idę po zapałki, nie szukajcie mnie przez najbliższe 20 lat”. Pozostawiając resztę licznej rodziny w rozdziawie paszczęk. Gdyż poczytać wybrałam się pociągiem i do kawiarni. Sama, ot tak. I jest mi z tym zajebiście. Wszak lektura najlepiej smakuje z kawą i ciastkiem. Czyż nie? No. Spokojnie poczytałam, odetchnęłam, popatrzyłam na ludzi, którzy niczego ode mnie nie chcą i już nie pragnę mordować tak bardzo.

Na uszach Deftones, Sia, 30 seconds i Brodka w kombinacji losowej. Tak. A wieczorem planuję pójść na rower. Sama ze sobą. Tak bardzo się za sobą stęskniłam.

image

Maliny | 2015/07/24 |

Kupowanie pudełka malin w drodze do pracy znajduję bezcelowym. Połowa znika już w pociągu. Chyba, że gdzieś utkniemy po drodze, to całość.

Oraz czekam na urlop. Dwa tygodnie sierpniowego pięknego lata. Gdyż ponieważ albowiem tygodniowy urlop jest jak jedno ciasteczko. Tylko zaostrza apetyt.


  • RSS