Osobistości, czyli aktualności muzycznie osobliwe i osobiste | 2010-02-06 | 21:35:29

Z zapartym tchem śledzę losy moich tekstów na śliskiej nawierszni. Nie do końca zawsze dowierzam, że to się naprawdę komuś podoba, kogoś inspiruje, ale jak to się mówi mam emocjonalny stosunek plus element dość naturalnego wstydu, więc trudno mi zachować choć cień obiektywizmu. Niemniej jednak zawsze ogromnie cieszy mnie każda nowina na tym polu. Zawsze jest to niesamowite doświadczenie.

------------------------------------------------

Dziś o 20.00 na radioaktywne.pl gościem audycji Mechaniczna Cytryna był Seweryn Jakubiec. Zaśpiewał dwie piosenki, z czego jedna - całkiem nowa - powstała do mojego tekstu "Obrazek".

Nie mam jeszcze nagrania, ale pod tym linkiem można posłuchać kilku poprzednich aranżacji.

------------------------------------------------

A już wkrótce...



Mam nadzieję, że wpadniecie. My z Igo się wybieramy.


Tagi: seweryn śpiewa

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (3) | góra | dól |

Brad PIT | 2010-02-06 | 02:04:28

Czy rozliczyli się już Państwo Czytelnictwo mili z podatku?

Jeśli nie, to możecie pomóc Blobkowi, który jest absolutnie fantastycznym facetem
i zasługuje na wszystko co najlepsze.



Blobek to mój wybór.

Bo lubię czytać co u niego i jego mamy, kibicuję im i przez to są mi bliżsi.
Bo mogę pomóc przynajmniej tak.
Mój procent to niewiele, ale jeśli tych procentów zbierze się więcej,
jest szansa by ten uroczy Młody Człowiek uśmiechał się częściej.

A Wy z kim podzielicie swój podatek?


Tagi: 1 procent dla jasia

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (2) | góra | dól |

Red Fender Stratocaster | 2010-02-05 | 23:49:46

Dziś Bob Marley świętowałby na całego. A w Polsce mógłby nawet radośnie przejść na emeryturę. Oczywiście gdyby żył i zbierał dokumentację potwierdzającą zatrudnienie. Właśnie dziś Bob Marley obchodziłby sześćdziesiąte piąte urodziny. Niestety zmarł w wieku trzydzistu sześciu lat. Grał w piłkę, złamał palec, odmówił operacji, zakażenie z czasem osiągnęło ostatnie stadium czerniaka z przerzutami... i tyle. W tych okolicznościach twierdzenie, że sport to zdrowie, nabiera zupełnie innego wymiaru.

Bob Marley sprawił, że parę razy się zakochałam, próbowałam nauczyć się tych magicznych oczek na drutach by zrobić wielki rastafariański beret - niestety bez powodzenia, zatem ostatecznie o beret uprosiłam koleżankę, rozbujało mi się co najmniej kilka lat życia a nade wszystko zapragnęłam zostać gitarzystą. I to nie tak żeby po prostu naumieć się grać na gitarze. Nie, nie. Chciałam zostać gitarzystą - potem mi sie umocniło, że w kapeli rockowej, takiej z długimi piórami, mocnym uderzeniem i małolatami drącymi majty pod sceną - i porywać tłumy. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale dodam do tego zdania póki co, bo w końcu wszystko jeszcze przede mną.

Tymczasem zakupiłam walizkę podróżną na kółkach po bardzo okazyjnej cenie i jestem z siebie dumna. Walizka jest oczywiście czerwona i najchętniej bym w niej zamieszkała, ale to byłoby możliwe dopiero po uprzednim poćwiartowaniu, a jakoś chyba nie jestem w nastroju, zatem pozostanę w dotychczasowym formacie.

Aby do środy. Od czwartku mam urlop. Urlopik. Urlopuńcio. Przezornie wzięłam dwa dni przed i po wyjeździe, na rozbiegówkę, dojście do siebie, ogarnięcie mieszkania i wymaćkania PanKota. No i spakowanie absolutnie najpotrzebniejszych rzeczy oczywiście. Niestety nadal nie lubię pakowania a im bardziej mam Dziecko i im bardziej to Dziecko ma wymagania sprzętowe, tym bardziej rozległej zawsze dostaję wysypki na myśl o upchnięciu tego wszystkiego w sprzyjający podróży rozmiar bagażu.

Pomyślę o tym jednak kiedy indziej. Aktualnie bowiem oglądam Kiss, kiss, bang, bang a Bobek Downey Dżunior jest tak urzekająco niegrzeczny, że z chęcią bym go adoptowała i doprowadziła do porządku. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko torcika Almondy, lodów orzechowych Grycana, szklaneczki Irish Cream z lodem i chyba ogórka kwaszonego dla złamania smaku. Niestety z tego wszystkiego mam tylko szklaneczkę. Pustą. To może zrobię popcorn i poszukam cherry coke.

Do kolekcji rzeczy ładnych - przeczytałam dziś w gazecie ogłoszenie następującej treści:

Znalazłem rękawiczkę.
Jechałaś w niedzielę warszawskim tramwajem 22.
Zostawiłaś w nim rękawiczkę.
Odezwij się. Łukasz, numer telefonu

Mam nadzieję, że właścicielka zguby się odezwie i będzie z tego jakaś piękna historia :)

______________________________________________________



Tagi: gitara, marley, walizka i ja

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (2) | góra | dól |

Portrety rodzinne, czyli jak się kończy Bajka | 2010-02-01 | 23:11:42

Lejdis end dżentelmen

let mi introdjus...

miejsce na wymuszoną chwilę napięcia,
czyszczenie paznokci, stłumienie kilku ziewnięć i werble

dużo miejsca
żeby mi się notka ładniej komponowała


Hrabia Mścisław von Relax



I jego brat bliźniak Gustav Olof Kratenson



A teraz przecudnej urody portret rodzinny



Pewnego mroźnego dnia otrzymałam obu Panów w prezencie od Seniority Halucindy (sprawiła sobie zresztą takie same) i od tej pory gwiżdżemy na prognozowane czy obecne tęgie mrozy długo i przeciągle. Co prawda pomykając w takich śniegowcach ulicami wzbudza się pewien rodzaj niezdrowego zainteresowania, ale za to można zawsze na wyraz owego zaineresowania odpowiedzieć uśmiechem numer pięć.

Zatem, drodzy Państwo Czytelnictwo, mam Szanpanią Zimę w poważaniu głębokim, uprawiam chodnikowy kurcgalop w styropianie i poliuretanie oraz nawet nie chrzęszczę na zakrętach. Cudownie się przelatuje przez głębokie zaspy nie kolekcjonując przy okazji kolejnych partii śniegu w skarpetkach. Nade wszystko liczy się jednak to, że jest nam wygodnie, lekutko i cudownie, bosko, obezwładniająco wręcz ciepło.

Tagi: i tak się właśnie kończy bajka zimowa

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (17) | góra | dól |

Zakrętka typu twist-off | 2010-01-31 | 23:58:35

Jestem trudna. Złośliwa, pyskata, nadwrażliwa i zbyt dumna by komukolwiek powiedzieć, że boli. Jeśli nie zauważył, znaczy nie był wart. Każdego, kto zbliżył się na niebezpieczną odległość, poddawałam próbom - sprawdzałam ile może wytrzymać, aż skapituluje i odejdzie. I akurat pod tym wględem mogłabym obstawiać gonitwy na Wielkiej Pardubickiej - prędzej czy później odchodzili wszyscy a ja zyskiwałam kolejny raz pewność, że ludzi, poza grupą krwi, przeziernością tęczówki, liniami papilarnymi czy sekwencjami alleli w łańcuchu kwasu deoksyrybonukleinowego, nie różni wiele. Nie oszczędziłam nawet znajomych, choć w tym przypadku całkowicie przypadkowo - po prostu mam taką przypadłość, że jak jest źle, to się zamykam, okopuję i tak sobie tkwię nie odbierając telefonów, nie odpisując na esemesy czy e-maile. Mało kto o tym pamięta, jeszcze mniej rozumie, ale trudno się dziwić, więc nigdy nie miałam do nikogo pretensji, że przestał próbować. Sama bym chętnie przestała. Tylko jestem jakby na siebie skazana. Ludzie zaś mają swoje sprawy w swoim życiu i nie wymagam by im się chciało bawić się ze mną w kucanego berka. Została Hal i kilkoro innych, ale sądzę, że są po prostu tak samo zawzięci i pogmatwani jak ja, więc mamy szałową koegzystencję i spełniamy swoje wzajemne potrzeby wzajemnego się_powkurwiania.

Spora część znajomych ulotniła się gdy ujawniłam, że jestem w ciąży i w dodatku sama, bo ojca Dziecka nie będzie a ja zamierzam w tej ciąży być, to Dziecko urodzić i wcale nie czuję się z tego powodu gorsza, słabsza czy upośledzona. część z nich nie wiedziała jak się zachować, reszta chyba uznała, że to jakiś absurd i sama nie wiem na co się porywam. Okres ciąży i początkowe kilka miesięcy z Lokatorem już uzewnętrznionym było prawdziwym poligonem, jesienią średniowiecza w miejskim szalecie i jednym wielkim wytrzeszczem ze znakiem zapytania w jednym, ale stałam się dzięki temu tak silna, jak nigdy przedtem. Nigdy przedtem nie sądziłam, że potrafię przechodzić przez takie rzeczy czy dokonywać takich wyborów, ale po wszystkim okazuje się, że owszem było strasznie, ale było warto. I gdybym, znając wszystkie konsekwencje, miała ten wybór jeszcze raz, byłby nawet pewniejszy. Aczkolwiek w audiotele pewnie liderem bym nie była.

Nigdy nie chodziłam z życiem na kompromisy i nie zadowalałam się półśrodkami. Albo albo. Jeśli nie może być tak jak chcę, to odwracam się na pięcie i adieu. Co nie znaczy, że przestaję chcieć - raczej przestaję okazywać, że mi zależy. Pewnie, że czasem żałuję, że o to czy owo nie powalczyłam, że za mało się starałam, czy za szybko odpuściłam, ale to jest za bardzo we mnie pod skórą. Taka jestem i nawet nie mam cienia wątpliwości czy chciałabym się zmienić. Oczywiście, że nie. Przecież wtedy nie byłabym sobą, byłabym kimś zupełnie innym. A to już zupełnie inna bajka.

Chciałam napisać notkę o tym, że Igor poszedł na sanki z Halą i wrócił zaróżowiony od frajdy. Że po raz kolejny nie odezwałam się do Katy, Lukrecji, Lenn, Gogi, Papierówki, Meg... choć przecież miałam na to ochotę. Że Alty urodziła dziś Syna i jest szczęśliwa. Że życie nam się rozeszło jak mój ulubiony sweter na szwach a wciąż go trzymam bo kocham, bo jestem sentymentalna i miękka jak wosk, tylko w środku, a do środka nikogo nie dopuszczam. Że kiedyś rozmawiałyśmy ze sobą codziennie a potem skasowałam setki e-maili nie wysłając żadnego i nidy w końcu nie wybrałam tego numeru telefonu, choć chciałam i choć powinnam. Że dla wielu osób, z którymi wchodzę w interakcję, jestem nikim istotnym, dość dalekim znajomym, którego rzadko bierze się na poważnie, a do tych, którym na mnie zależało, nie potrafię odnaleźć drogi. Bo tak mocno się zatrzasnęłam, że gdy w końcu udało mi się otworzyć, byłam już zupełnie gdzie indziej.

Jestem trudna. I chwilami ledwie sama ze sobą wytrzymuję. Ale to wcale nie znaczy, że chciałabym użerać się z kimś innym. Bo na szczęście mam też kilka całkiem pozytywnych cech. Na przykład nie chrapię. Albo po prostu o tym nie wiem.

Tak to ja. Jestem nałogową sobą. Gdy się uśmiecham, to w policzku robi mi się dołek, mam piegi na ramionach, czasami lubię przeklinać, gdy wybucham w ruch idą talerze, ale szybko mi przechodzi, późno chodzę spać i w poprzednim wcieleniu byłam zapewne leniwcem, poczucie obowiązku mam jednak równie silne co samoupierdliwość, w związku z czym wstaję dla odmiany wcześnie, nigdy nie wbiję się w garsonkę a do emerytury planuję dojechać motocyklem, który kiedyś w końcu kupię, nadal głaszczę kubki po brzegach, piszę wiersze, marzę o prawdziwej miłości i płaczę na filmach, chciałabym podróżować ile wlezie i marzy mi się zdobycie jakiegoś innego poza szczytem arogancji wierzchołka wielkiej góry, najbardziej chciałabym jednak by mój Syn Igor był w życiu szczęśliwy i by mógł kiedyś powiedzieć, że poza alfabetem oraz kilkoma śmiesznymi wierszykami nauczyłam Go bycia dobrym człowiekiem. Nie uprawiam wyczynowo sportu ani nie tresuję dzikich zwierząt, ale dość często publicznie i na cały głos śpiewam nie posiadając żadnego muzycznego wykształcenia i kompletnie nie znając nut oraz czerpię z tego całą masę przyjemności. Nie wiem czy można żyć bardziej na maksa, ale jeśli tak, prawdopodobnie i o tym się przekonam.

Tagi: pamiętaj, poznajesz mnie na własną odpowiedzialność

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (13) | góra | dól |

Pożar w burdelu | 2010-01-29 | 23:58:12

Jestem i żyję.

Ostatnio w pracy mam to co w tytule. Cały świat kocha tłumaczenia. Zwłaszcza ekspresowe z terminem na przedwczoraj. Medyczne głównie i prawne. W styczniu specjalizuję się w miażdżycy i urazach śródgałkowych, choć i psychiatrią nie pogardzę. A na deser aneksy, wyroki, postanowienia i policyjne notatki. Nie, nie jestem tłumaczem - raczej daję pracę innym. Ale jeśli ktoś myśli, że to proste i przyjemne, powinien spróbować rozdysponować kilkaset stron technologii maszyn na teraz_zaraz_natychmiast, zwłaszcza gdy wszystkich potencjalnych tłumaczy ma zajętych a reszta albo się kompletnie na tym nie zna, albo nie nadaje, albo wyjechała i się_urlopuje, albo jest chora, albo aktualnie rodzi razem z żoną, albo nie żyje. Bezcenne.

Bywa doprawdy czarownie.

Gdy wracam do domu mam siłę jedynie na przelotny prysznic i mycie zębów. Zasypiam dokładnie w momencie spotkania się z poduszką. W efekcie przeszłam na odżywianie praniczne i pobieram energię z kosmosu - dieta cud. Ostatnio obudziłam się o trzeciej w nocy z taką strasznie uwierającą w tył czaszki myślą, że o czymś waznym zapomniałam. Nie ma nic gorszego niż nagłe przypomnienie sobie, że o czymś człowiek zapomniał. Żelazko na gazie i odebranie Lokatora z przedszkola wykluczyłam (chrapał w naklepsze i nie dało się nie słyszeć), rzeczy pracowe szybko przebiegłam myślą, ale też wyszło mi, że wszystko gra, rachunki popłacone, książki do biblioteki oddane, reszta świata na swoim miejscu. Po dłuższej refleksji przypomniało mi się, że miałam zrobić sobie w pracy kawę. Do śniadania. I nie zrobiłam. Ale w zasadzie to i tak nie byłoby do czego bo całkiem zapomniałam o śniadaniu. I tylko pomarzyłam sobie o zielonym ogórku, żółtym serze i bułeczkach nadal leżących grzecznie na kuchennym parapecie w zakładzie a następnie zasnęłam i śnił mi się uciekający kotlet schabowy. Miał odnóża i wołał coś po meksykańsku do goniącej go czerwonej fasoli. Takiej z zalewy.

Nie wiem co na to sennik egipski, ale rano prawie rzuciłam się na kocie chrupki, Na szczęście godność osobista mi na to nie pozoliła, A że była ona mocno wspierana oburzonym spojrzeniem PanKota to już naprawdę nieistotny szczegół.

Oraz byłam w Operze na Fauście. Przez trzy godziny zdążyłam wysłuchać kilku przenikliwych rozmów z sąsiedztwa i zapoznać się z dzwonkami telefonów niektórych odbiorców kultury wysokiej. Zazwyczaj proste komunikaty działają. Na przykład na małpy. Nie wiem natomiast jak ciężkim kretynem trzeba być, by pomimo piktogramów, komunikatów i zwyczajnej przyzwoitości pozostawić telefon w trybie głośnym. Nigdy nie wyłączam komórki, z zasady, zwłaszcza odkąd mam Dziecko, ale mam sprawny kciuk i potrafię dość szybko wybrać opcję "milczy" przed rozpoczęciam imprezy. Czy to takie trudne? Nie wiem skąd się biorą ci kinowi, teatralni i operowi komórkowcy, głośnomlaskacze czy dyskutanci, ale chętnie przeciągnęłabym ich tyłkiem po żwirze. Niejednokrotnie.

Z okazji zbliżającego się wyjazdu i kręgosłupa pod szczególnym nadzorem - mój plecak i torba niestety powinny nieco dłużej odpoczywać - poszukuję walizki na kółkach. I tu zonk. Wszystkie są albo drogie, albo paskudne, albo drogie i paskudne. A nie, przepraszam - są jeszcze drogie, snobistyczne i paskudne. Używanych i nieuszkodzonych mało i też drogie. Chyba nadam swój bagaż pocztą. Obawiam się, że gołąb o tej porze roku raczej mnie wyśmieje.

Pomyśleć, że kiedyś w ogóle nie przeszło mi przez myśl, że w okno wyszukiwarki na allegro wpiszę: walizka. Pominę, że kiedyś nie było allegro, bo jeszcze bardziej kiedyś nie było internetu (tak, proszę mi wierzyć - kiedyś nie było internetu i nie był to prekambr). Chodzi mi bardziej o to, że kiedyś walizka kojarzyła mi się wyłącznie z dojrzałymi paniami w futrach albo panami biznesmenami, równie dojrzałymi. Ja nie potrzebowałam wielu rzeczy - zmiana bielizny i szczoteczka do zębów mieściła mi się podręcznym plecaku obok książki czy discmana. Teraz wprawdzie nadal pakuję niewiele więcej dla siebie - ręcznik musi być jeszcze i kilka kosmetyków, wiadomo - ale trzy czwarte bagażu stanowi zawsze własność Lokatora. Ma strasznie dużo Absolutnie Niezbędnych Rzeczy i jest zdecydowanym zaprzeczeniem powszechnego przekonania, że faceci pakują się zawsze oszczędniej. Obawiam się, że jeszcze parę lat Mu zajmie osiągnięcie wakacyjnego ideału Żorżyka - karty płatniczej i prezerwatyw. Chociaż właściwie po głębszym namyśle stwierdzam, że nie będę Go popędzać :)



Tagi: póki co w planie weekendowym mamy sanki

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (8) | góra | dól |

Grzane wino z pomarańczami | 2010-01-19 | 23:56:49

Weekend spędziłam razem z innymi biurczyńcami na szkoleniu, na które wysłała nas Firma. Pominę oczywiste wyrazy błogosławieńst, które jażdy z nas wypowiadał w stronę lustra bladym świtem. Tak, przebudzenia bywają bolesne. Na szkoleniu, prócz fascynujących doświadczeń z prezentacjami nagrywanymi na kamerę i scenkami odgrywanymi przed resztą towarzystwa, było całkiem znośnie i gdyby nie fakt, że uciekła mi gdzieś przez to sobota i niedziela, byłabym nawet zadowolona. Przynajmniej atmosfera była dobra, no i można było dowiedzieć się interesujących rzeczy o samym sobie, zwłaszcza w sytuacjach stresujących i kryzysowych.

Teraz odbiorę sobie za to dwa dni i zrobię sobie prywatny weekend w środku tygodnia. Super. Przy okazji chciałam zaznaczyć, że mam pięćdziesiąt dni urlopu, z czego piętnaście do wykorzystania do końca marca i zero pomysłów co z tym zrobić. To znaczy pomysłów mam tryliadr, tylko funduszów jakby brak. Zawsze oczywiście mogę sobie posiedzieć w domu, tylko, że niestety nie jestem typem domatora i po dwóch dniach dostaję kolki z przytupem. Na razie zaplanowałam lutowy wyjazd do Grybowa z chórem i lipcowy do Danowskich z Halutą. Resztę zaplanuję jak uda mi wreszcie skok na bank.

W niedzielę po szkoleniu śpiewaliśmy z chórem koncert w kościele ogrzewanym wyłącznie modlitwą i dobrymi uczynkami wiernych. Dość łatwo można sobie wyobrazić jak głośno szczękaliśmy zębami. Skupiałam się głównie na tym by nie trzęsły mi się kolana, ale podobno wyszło bardzo efektownie. Podejrzewam. W końcu jako śpiewacy w ostatnim stadium delirium i z barwą sino_brąz_koperek na twarzach musieliśmy wyglądać zjawiskowo. Potem ksiądz zaproponował wszystkim herbatę i odtajałam nieco ale rozgrzałam się dopiero w wannie z bardzo ciepłą wodą.

Obecnie sączę właśnie grzane wino z pomarańczami i jest mi coraz milej. A jutro Młody ma w przedszkolu bal, na którym wystąpi w charakterze Rogatego Diabła. Wprawdzie Diabeł ów jest nieco połyskujący w pelerynie i ma całkiem dizajnerski - jak na kopytnego z odwiecznych ludowych wierzeń - ogon, ale przebranemu wieszczę olbrzymi sukces oraz moc damskich westchnień. Z wyborem kreacji skorelowanej z osobowością trafił wszak w sedno.

Z rzeczy przyziemnych acz interesujących - ostatnio na gadu_gadu zaczepił mnie Nieznajomy. Przedstawił się i już w drugim zdaniu rozwinął przede mną wachlarz swoich możliwości. A były one oczywiście ogromne. Napisał, pośród innych superlatyw, że jest hojnie uposażony, bardzo ale to bardzo dużo może i byłby przeszczęśliwy mogąc wykonać wszystko, co tylko zaproponuję. Wiadomo, pewnych rzeczy nie trzeba mi powtarzać. Zaproponowałam by umył mi okna, wyczyścił kocią kuwetę, zrobił zakupy i wytrzepał dywan, na początek. Hmm, niestety wygląda na to, że w wyposażeniu czegoś mu jednak zabrakło, bo więcej się nie odezwał. Biedaczek, pewnie szuka trzepaczki.

Tagi: trzepanie wyłącznie w godzinach 11-19

Bajka

powiedz Ni i skomentuj (11) | góra | dól |



Podbij kartę:

usprawiedliwienia
lista obecności




Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Czytelnia:

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec





Rozliczenie akcji
DZIĘKUJEMY

Obywatel Piszczyk na tropie
Lokator

Pstryczek-elektryczek
Pierwszy rok
Tulipania
wizytownik lennonkowy
kartki z wakacji

Śliska nawiersznia
"Ja" liryczne czyli bajka nastrojowa wierszem pisana

Ważne sznurowadła
Biżuty agOwe - odsłona pierwsza
Biżuty agOwe - odsłona druga
Dodości
Seweryn Jakubiec
Gaba Kulka
RysowAnka
Chór PW
Zachwyty


Zakrętka typu twist-off
. . . . . . . . . .

Pstryku pstryku
wszelkie prawa zakatarzone

Współrzędne autorskie: pasztetowa_raz@gazeta.pl
1075417



Wejście smoka
Po znajomości:


referer referrer referers referrers http_referer

Tagi


© Copyright Radziecki-Termos 2003 - 2010 | proj. design94.pl | All Rights Reserved

ubranka dzieciece