Wpisy z okresu: 8.2004

zobacz… | 2004/08/31 |

zakochany bez pamięci… nie potrafię jeszcze mówić o tym filmie (dopiero wyszłam z kina) ale wiem, że zobaczę go setki razy… dodałam do mojej prywatnej magii…

No ja to mam farta ;) | 2004/08/31 |

Nie dość, że dostałam za free kawę z automatu co to nieczynny od rana stoi i przyprawia ludność okoliczną o zawroty, zawieje, zamiecie i senność najstraszliwszą (bo za oknem plucha i biomet niekorzystny jak sto diabłów w kościele)… to jeszcze dostałam ją od pana co to go właśnie naprawiał… i to z dodatkowym mlekiem… ot tak po prostu…

Kuna już nawet guziczków wciskać nie trzeba – wystarczy zamrugać ;)

Zaraz idę zepsuć automat z pepsi…
W końcu muszę na czymś testować nowy tusz do rzęs… na zwierzątkach przeca zakazane ;)

Bajka perfidna

aaabsolutnie namolny
chciałabyś mnie podniecić?
bajka
hmmm… niech no pomyślę… wiesz… niespecjalnie
aaabsolutnie namolny
dlaczego?
bajka
bo nie
aaabsolutnie namolny
nie chcesz spróbować?
bajka
na ile sposobów mam powiedziec ‚nie’ nim to do ciebie dotrze?
aaabsolutnie namolny
czego się boisz?
bajka
no proszę… nie dość, że desperat to jeszcze psycholog-amator
stary ty bierz beret i zbieraj za te występy
aaabsolutnie namolny
myślisz, że nie dałabyś rady?
bajka
dokładnie… tak właśnie myślę
rozgryzłeś mnie… teraz załamię się psychicznie, popadnę w depresję lub alkoholizm lub jedno i drugie jednocześnie a nastepnie rzucę się do Wisły wołając tęsknie twoje imię i rwąc włosy z głowy… może być?
aaabsolutnie namolny
wow, serio?
bajka
serio serio
a w międzyczasie być może zacznę się prostytuować i kraść chcąc zwrócić na siebie uwagę społeczeństwa w geście rozpaczy
aaabsolutnie namolny
chyba nie skumałem
bajka
to wiem… ale powiedz mi co ty tu jeszcze robisz?
aaabsolutnie namolny
to jakiś dowcip?
bajka
taaak… typowy humor angielski
nie przejmuj się – nie każdy go rozumie
to nie twoja wina, że taki jesteś
aaabsolutnie namolny
jaki?
bajka
mam wymieniać alfabetycznie?
aaabsolutnie namolny
rozumiem, że raczej nie poznamy się bliżej
bajka
nawet dalej się nie poznamy… ale podziwiam hart ducha
aaabsolutnie namolny
ale czemu nie chcesz właściwie?
bajka
bo mam dni płodne

tu nastała cisza
kurcze – mogłam tak od razu ;)

Miłego dnia

Tymbark na dziś – Liczy się wnętrze

Ręka rękę myje… | 2004/08/31 |

Przybędzie nam nowy dochtor. Tylko czy aby na pewno słusznie? Ja tam się nie znam ‚ze wsi jezdem rowera się bojam’ ale coś mi tu śmierdzi.

Jolanta Kwaśniewska być może wkrótce otrzyma doktorat honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego. Pomysł popiera sam rektor Andrzej Ceynowa, więc w zasadzie nie wiem jaki jest sens tych dwóch ‚tajnych’ głosowań co to się podobno odbyć mają przed całą imprezą.

- W trakcie procedury przyznawania tytułu odbędą się dwa tajne głosowania. Najpierw na posiedzeniu rady wydziału, a potem w senacie – tłumaczy prof. Henryk Machel, dziekan Wydziału Nauk Społecznych.

Profesor troszkę się zmarszczył, że cała sprawa wyszła na jaw i cuchnie. Według mnie dlatego, że naturalnym następstwem będzie bulgot gawiedzi – co własnie ma miejsce – a on sam tłumaczy, że to po to te sekrety, żeby prezydentowej przykro nie było, jeśli głosowanie nie będzie dla niej korzystne i tytułu nadac się nie uda.
Ale to chyba mało prawdopodobne panie psor…

- Sprawa już budzi emocje i na razie jest odbierana jako nieco zabawna, ale podejrzewam, że wkrótce pojawią się poważne refleksje – opowiada jeden z profesorów UG. – Moim zdaniem jest to ruch koniunkturalny, podyktowany chęcią uzyskania większych środków na budowę kampusu uniwersyteckiego. Nawet przy pewnej sympatii dla pani Kwaśniewskiej przyznanie jej tytułu doktora za działalność społeczną jest nieco przedwczesne.

I szkoda, że ów pan nazwiska nie podał – wysłałabym mu gratulacje za trafne wnioski i zdolność logicznego myślenia…

Oczywiście rzecznik UG szczeknęła w proteście, że takie podejrzenia są obraźliwe i dla Joli i dla nich jako uczelni i bla bla bla ‚my nie kupczymy tytułami’ i w ogóle żywcem do nieba pójdziemy na pielgrzymkę, że możemy ją nagrodzić tytułem naukowym za sam fakt, że istnieje.

Ale ale…

Przecież prezydentowa (absolwentka UG) pomogła przy budowie biblioteki i wydziału prawa a uniwerek nadal potrzebuje wsparcia… i nawet posłanka SLD Joanna Senyszyn jest zdania, że to decyzja polityczna.

Ja niby do Joli nic nie mam i niech sobie robi co tam robi aby dobrze, ale jeśli chodzi o naukowców… to prędzej ci wszyscy co pieniędzy na kształcenie nie mają powinni znaleźć się w tym szacownym gronie niż ona.

Ręka rękę myje – to prawda stara jak świat. Nie ma co. Przyzwyczajajmy się do Dr Kwaśniewskiej…

Przyzwyczajenia | 2004/08/30 |

Znajomy wysyła mi e-maile.
Takie zwykłe zwyczajne… co słychać, gdzie i w ogóle…
Dziś cały dzień cisza.
Aż się zdziwiłam, nie powiem, bo przyzwyczaił mnie do systematyczności.
Ale zanim fpierdol kontrolny spuszczę zbadam – myślę sobie ;)

Poszedł sms o treści:

‚albo się obraziłeś albo umarłeś i trzeba cię zakopać zanim zaczniesz śmierdzieć albo poczta nie hula bo się serwerro wykrzaczył…’

Ciekawa jestem odpowiedzi ;)

Marilyn Manson ‚The Beautiful People’ & Rammstein ‚Rammstein’

Tymbark na dziś – W każdych okolicznościach przyrody

Lubię odbierać świat zapachami. Zmysły lubię jak ostrzą się wszystkie… zwłaszcza o noc. W nocy najmocniej wszystko pachnie, pulsuje, tętni… Sny bywają aż namacalne. Patrzę i widzę, słucham i słyszę, dotykam i chłonę, smakuję i ciągle jestem głodna, czuję i… świat pachnie mgłą i rosą…

Napiszę o pięciu wspaniałych… resztę zostawię dla siebie…

Wzrok służy mi na ogół do zapatrzenia. Notorycznie przejeżdżam przystanki zaczytana w książce, wyłączam się ze świata zapatrzona w obłok co Barta Simpsona przypominał do złudzenia, spóźniam się do pracy bo las był taki fajny na spacer o tej porze. Ogniskuję błękit na obiektach i badam… tak… bo ponoć wzrok mam badawczy i rozumny bywa. Interesujące. Najlepsze jest to, że gdy zdejmę okulary świat widzę ostrzej… tyle, że w innych kategoriach. Wtedy widzę znacznie więcej barw. Aż chce się wyciągnąć sztalugi i pędzle wygrzebać z przepastnej torby. Wzrok… kiedyś miałam idealny… dziś jakby kilka wypadków złożyło się na jego wzbogacenie jakbym przyglądała się światu przez deszczową tramwajową szybę… zwłaszcza po zmierzchu. Czasami bywam przezroczysta… zacieram się w konturach…

Słuch jest chyba najważniejszy jeśli chodzi o nastroje. Wszystko jest muzyką, coś chrzęści i szeleści, inne dudni i wibruje, jeszcze są szepty, krzyki, cała ta niedookreśloność. Zmysłowe pomruki i westchnienia, ostre z bólu szarpnięcia strun, gdy wołamy coś co już nie wróci, załamania tonu gdy płaczemy i pogodne drgania co kąciki ust unoszą ku górze z nadzieją. I tembr głosu tego pana z tramwaju linii 15 co półtora roku temu poprosił o bilet a mnie sama książka z rąk wypadła bezszelestnie… Dźwięki i melodie od zawsze mój świat budują… od podstaw, od pierwszego puzzla, po dach, po dym z komina z Coltrane’m w tle. Za dużo tego jest by pisać czego słucham. Za wiele zmiennych by wydzielić to, czego nie słucham. Dobra muzyka… tak określiłabym to, co we mnie gra i co mną jest. Gdy śpię i gdy otwieram oczy, gdy skaczę w dzień i gdy już wysycham po wieczornej kąpieli, krople wody na skórze i przyjemny bas albo saksofon i kot u stóp co się łasi do nieprzytomności rozmruczany rozkosznie. Muzyka to życie i śmierć, magia dla nie-magików i antyczarownic. Kocham muzyką…

Dotykiem poznaję. Dotykiem utożsamiam. Dotykiem chłonę. Uczę się na pamięć świata, któremu się dziwię i którego nie rozumiem. Głaszczę, przesuwam opuszkami palców, łaskoczę, muskam, dotykam… wszystkim… całą sobą od włosów, przez granice obojczyków i łopatek załamania, talii wcięcia i wygięcia bioder, kości miednicy, mięśnie ud i kolana, kostki… przez nadgarstki po stopy, od drapieżnie chwiwych paznokci po ust delikatność, rzęs ulotność w okamgnienie…
Dotykam cię świecie… sama nie pozwaląc złapać się nikomu… Sama obejmuję się we śnie… trudniej… bo emocje, bo marzenia, bo brak tak odczuwalny jak głód co bez końca pali spływając po policzkach na mokrą poduszkę… tylko we śnie nikt nie widzi, że płaczesz… Sama obejmuję się we śnie… bezpieczniej…

Smakuje mi to co niepowtarzalne. Pierwszy uśmiech, pocałunek, taniec ciał… Pierwsze bzy i konwalie, pierwsze bratki, pierwsze przebiśniegi i krokusy na górskich zboczach… Pierwsze bazie i pierwsze poziomki… pierwsze czereśnie i walka ze szpakami o prawo do nich… Pestki słonecznika pierwsze, pierwsza noc na hamaku w ogrodzie, pierwsza kąpiel nocą w jeziorze, pierwsza gwiazda… bez życzenia jeszcze, pierwsza noc w nowym miejscu… tak wiele ich było… pierwsze wszystko… bo zarazem ostatnie. Lody malinowe na barbakanie i pianka z kakao tuż nad ustami i sierść kota mi smakuje nocą gdy się w nią wtulę i deszcz ciepły po burzy i kawa z mlekiem i migdały i czekolada z nadzieniem nugatowym z Lindta i nektarynki soczyste i białe winogrona i jabłka pachnące i pomidory na słońcu rwane wprost z krzaka i porzeczki i agrest i truskawki i jagody w pierogach i naleśniki i jajecznica o 5 rano i chałka z masłem podana do łóżka i zinger z KFC i mamutowe zupy i sernik jakubowej babci specjalnie dla mnie robiony i chleb ciepły jeszcze i łzy… ze szczęścia…
Smakujesz mi świecie jak nic innego…

A zapach… Cóż zapachów ulubionych jest wiele… za wiele. Co dzień pachnę inaczej, bo co dzień jestem inna. Co dzień czuję inne wonie, inne aromaty. Był czas, że zapachy w moim życiu były przyjmowane fazowo. Była faza na Issey Miyaki i Dunhil x’centric i ilekroć jakiś pan ‚zapachniał’ mi w pobliżu… nozdrza same podążały w tym kierunku. Davidoff Echo też bywa przyjemne… Z moich zapachów przetrwało niezmiennie ukochane Grain de folie ale jest cała masa innych, kórymi się otaczam w zależności od nastroju. Bez, jeżyna, gruszka – to smakowitości. Ralph Lauren to zmysłowość. Poppy Moreni to relaks. Nina Ricci i Les Belles to śmiech. Za duzo tego… za mocno moje by się wszystkim dzielić… ale zapach na zawsze łączę z samą sobą… Zapach świeżo skoszonej trawy i zapach niedzielnego poranka, zapach nocy, zapach dnia, zapach mnie i… ciebie…
Dziś przypomniał mi się zapach nowych książek… prosto z księgarni… cudowny, radosny, pełen obietnic i doznań zapach. Czuć już wrzesień. Koniec lata – adios pomidory. Jesień się zaczyna nieodwracalnie…
A ja?

A ja kocham zapach książek w porannych autobusach…

Bajka zmysłowa

slub i wesele | 2004/08/28 |

czarna sukienka, gole plecy, skorzany plaszcz, wysokie obcasy, kabaretki, zapach ralpha laurena… let s shock some koscielna babcia ;)

Co mogą zrobić dwie aktualnie mocno oddolnie nastawione do życia (i pewnego typu panów w szczególności) młode kobiety z pięknie nijakim piątkowym wieczorem?

Mogą wpaść do jednej z nich do pracy i zrobić z papierów jesień średniowiecza rechocząc przy tym na zmianę z siąkaniem nosami, mogą też pójść do sklepu ogólnospożywczo-monopolowego i spędzić w nim pół godziny wybierając masło i bułkę długą… sztuk raz, albo mogą złazić całe centrum stolicy w poszukiwaniu otwartej i nie urlopującej się apteki całodobowej, mogą po drodze kupić i zjeść ciepłe jeszcze pączki z nadzieniem różanym… każdy kęs okraszając soczystymi wurwami i wujami słanymi na cały rodzaj męski od setek pokoleń życząc z całego serca wszystkim panom (nawet tym bogu ducha winnym) zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności, rozmaitych mutacji chorób wenerycznych i lewatywy ze żwiru na każdym skrzyżowaniu, lub mogą na przykład pójść sobie do Spinxa i wchłonąć kosmiczne ilości jadła i napitku warcząc miarowo na kelnera co taki nieruchawy i w ogóle…, mogą też łazić bez celu (muszkę i szczerbinkę wywiało) po ulicach obrabiając wściekle tyłki co bardziej wyślizganym i wysztafirowanym przechodniom płci obojga…

Mogą też zrobić te wszystkie rzeczy w dowolnej kolejności olbrzymią satysfakcję czerpiąc ze swych zjadliwych komentarzy i bluzgów rzucanych mimochodem po kątach…

A potem mogą pójść sobie na 22.20 do kina na ostatni film na jaki miałyby ochotę tego wieczoru pójść… czyli ‚Ławeczkę’…

No i poszły. A co!

I nawiasem mówiąc chyba tylko dlatego, że do wyświetlenia nocnego seansu potrzebne było 10 osób, które akurat w danej chwili zechciałyby właśnie ‚Ławeczkę’ obejrzeć. A tych osób akurat jak na złość nie było. A że im bardziej czegoś dostać się nie da tym bardziej tego właśnie się chce… zatem nawet jeśli początkowo film ów ni grzał nas ni ziębił i odstosunkowane od niego byłyśmy absokurwalutnie, to w tym konkretnym momencie prędzej byśmy zaintonowały lewymi dziurkami od nosa libretto z ‚Don Giovanniego’ grając w piczipolo na żużlu niż na tej pier… ‚ławeczce’ nie usiadły.

W myśl armii psychologów z im większym trudem udaje się osiągnąć obrany cel, tym potem większa satysfakcja z efektów tegoż działania. No i pomiar może być zafałszowany… znaczy nawet jeśli film normalnie byłby maksymalnie wujowy, to po takich perturbacjach i tak mógłby nam się podobać jak sukinkot Red ‚Pomada’ Buttler rzygliwie cukierkowej Scarlet ‚Powiedz Rzeżucha’ O’Hara… czyli bardziej niż zwykle.

Na komedie romawtyczne zwykle reagujemy z Halą dramatycznie jednogłośnie… bekając, rechocząc w najmniej do tego odpowiednich momentach, siorbiąc napoje w miejscach namiętnych pocałunków i znacząco wzdychając na scenach tzw. mówek motywacyjnych (typowe dla kina amerykańskiego… brakuje jeszcze tylko czasem flagi powiewającej w tle i Statuy w prawym górnym rogu ekranu)… oczywiście moje nieśmiertelne ‚pokaż cycki! pokaż cycki!’ jest wliczone w cenę biletu.

Na polskie komedie romawtyczne z reguły po prosru nie chadzamy gdyż są… jakby tu delikatnie powiedzieć… za kiepskie… tak to dobre słowo.

Nie wiem czy to kwestia tego, że tak bardzo nie chciałyśmy na ten film iść a jak już się przekonałyśmy, że chcemy to głupio było się rozczarować, czy też tego, że film był zrobiony na podstawie sztuki teatralnej a takie z reguły są po prostu lepsze niż cała resztą (chyba, że się je kosmicznie spieprzy), czy też zwyczajnie dlatego, że kiepski nie był… ale film ‚Ławeczka’ nam się podobał…

Świetna muzyka (może poza ostatnią ckliwą pioseneczką ‚Znaki na niebie’), jeszcze lepsze zdjęcia, interesujące dialogi, koszmarnie dobrze ukazany obraz niedopchniętej złośliwej jędzy nastawionej mocno ‚anty’ do facetów i podrywającego wszystko co się rusza (nawet niekoniecznie na drzewo nie ucieka) bawidamka i erotoomana-gawędziarza z nieśmiertelnie banalnym tekstem sztandarowym wygłaszanym do kolejnych pań kiedy się tylko da ‚Widzę, że bardziej ceni sobie pani treść niż formę’… no i rewelacyjnie głupawa blond Angela o wyrazie ryła dojnej krowy podłączonej do tranzystora na lewą fazę…

Groteska… bombowa groteska.

Odradzam ten film tym, którzy nie potrafią śmiać się z samych siebie (podobnie jak ‚Dzień świra’ zresztą) a zwłaszcza panom z tendencją do skoków-w-bok z mocno koloryzacyjnymi skłonnościami. Przewrażliwionym na swoim punkcie flirciarzom zwłaszcza… nie zobacza nic czego nie znaliby z autopsji i zwyczajnie będą się nudzić.

Całej reszcie polecam. Warto.
Widziałam i lepsze i mądrzejsze i z morałami i w ogóle… ale warto.

Komedia moi państwo to to nie jest. Przynajmniej nie dla mnie. Może dla jajogłowych będzie bo teksty bo to bo śmo… ale dla mnie to po prostu rzeczywistość w krzywym zwierciadle… mało do śmiechu więcej do przemyślenia. A może po prostu to wina mojego nastroju… nie wiem. Ja chyba zamiast bezmyślnie zarechotać odbieram wiele rzeczy podprogowo… może gdybym prostsza w obsłudze była i wewnętrznie bezkonfliktowa… może. Ale zawsze znajdzie się coś do zanalizowania, przedumania, przetrawienia…

Nawet jeśli całość nie nastraja super-hiper-mega-giga-turbo-gumo optymistycznie… (ale rzeczywiście są momenty rechotu ogólnego zarażliwego jak sto pięćdziesiąt) to przecież nie zawsze chodzi tylko o to, żeby po wyjściu z kina całą droge rżeć z dialogów… czasem trzeba zwyczajnie z kimś inteligentnie pomilczeć…

Na szczęście każdy z nas ma wybór co i jak chce odbierać…

Miłego siedzenia na ‚ławeczce’

Sztachnij feromona | 2004/08/27 |

kalandah
haaa, no tom cię wirtualnie obwąchał – byłżem w YR i niuchnąłżem gruchę z flakona i nawet zaszalałem i sobie nakupowałem gupot
bajka
i jak?
kalandah
no baa, mocno gruszkowy zapach (:
bajka
ale wiesz, na mnie to pachnie troszku inaczej niż z flakonu ;)
kalandah
no dobra, nieco aproksymowałem
bajka
ajnołdat
kalandah
i dostałem w prezencie błyskawiczny żel oczyszczający
czy to się do rur nadaje? bo mi jedną zatkało w kuchni i gulgocze
bajka
no nie wiem, ale możesz spróbować w sumie
kalandah
tu ‚pisze’ że to do obumarłych komórek – może i umierające rury będą gładkie i nabiorą blasku i na nową zaczną tętnić
bajka
no no i to bez wolnych rodników ;)
kalandah
w tym jakieś straszne rzeczy są !!prawoślaz ?!
bajka
prawoślaz to nie straszny wcale jest
kalandah
przeca to jakaś glizda obślizgła
bajka
eee tam on jest w syropach na kaszel, to zioło chyba jakie… albo nie wiem
kalandah
ło jezu, to syropy też z glizdy robią?
naaa, to nie może być zioło
bajka
może jakaś insza roślinność… a skąd wiesz, że to nie zioło?
kalandah
kto by nazwał zioło prawośluz
bajka
prawoślaz osiole ;)
a on się pewnie dlatego tak zwie bo wywar z niego oślizgły jest… jak z siemienia lnianego (tysz miła uchu nazwa)
kalandah
ja tam nie chciałbym być ziołem co nazywa sie lewyglut
bajka
lewy glut czy prawy ślaz jedna kiszka
ale tego w rury nie wlewaj bo jeszcze sie zapcha na amen
kalandah
nooo, tak sobie teraz pomyślałem, że może lepiej rzeczywiście nie
bajka
może jakieś mikrogranulki tam wciśnij, co? akwafresz z takimi wyszła – czyszczą aż chrzęści w reklamie to może i w rurach zachrzęści i przetka i będą przy tym miętą waniały ładnie
kalandah
oo, ale w tym żelu są mikrogranulki! piszą, że niebieskie
bajka
ooo jaka siurpryza
kalandah
dziwne, bo żel zielony… to chyba strasznie małe mikrogranulki są, że aż nie widać, że niebieskie
bajka
a może on – ten żel znaczy – żółty był i te niebieskie mikrogranulki się z nim połączyły i wyszedł zielony… w sumie z plastyki pamiętam, że to normalne
kalandah
aaaa, ty teraz żem się przyjrzał i faktycznie w tych glutach zielonych ze śluza są niebieskie kuleczki! woow
bajka
bosz co za melanż kolorystyczny… i to wszystko się na ryło czerwone kładzie?
kalandah
to ma działać nie wyglądać a poza tym jak człowiek na ryło kładzie – ma wyglądać paskudnie, żeby potem konstrast był jak to zdejmie
bajka
a po co ci to właściwie? na kijek znaczy ten żel z tego gluta lewego i te mikrogranulki? będziesz tego używac czy jak?
kalandah
nie, na buzię… no dali w prezencie to com miał nie wziąć
bajka
no to albo jednak przetkasz tym rury
albo jakiejś pani zaprzyjaźnionej daj…
tylko ciekawi mnie jedno – czy jak oni ci to tam dali to dlatego, żeś wygrał, czy dlatego, żes taki kobiecy ;)) (siek)
kalandah
pewnie nikt tego nie chciał, to dali ((:
bajka
sukinkoty jedne
kalandah
stwierdzili, że cerę mam nie tego to i dali
bajka
nie tego? może zaceruj se – będzie tego ;) nawet nie wiedziałam, że ten żel co rury przepycha tym lewym glutem i co ma mikrogranulki niebieskie to jeszcze cerę tentegesuje – sprytny on ;) ciekawe co jeszcze robi…
kalandah
baa, ja to myśle, że to się robi tak:
najpierw na gębę… trzymamy, trzymamy… ona robi sie czerwono-zielono-niebieska… zrywamy migiem i wrzucamy to do rury a ta się przetyka i błyszczy i jest git – dwa w jednym
bajka
łomatko nie dwa w jednym tylko 50 w 116
a jak nie zlezie z gęby? to jak? razem zez ryłem do rury wskakujemy czy co?
kalandah
naa, gębę zostawiamy, do rury nie wejdzie
bajka
może to jeszcze pranie robi i dzieci do przedszkola odprowadza co? bo jak tak to ja poproszę dwa tak profilaktycznie
dzieci nie mam ale przedszkole blisko to może się postaram
kalandah
a może to i dzieci robi?
bajka
oj to by było w ogóle super bo tak się składa, że dawcą nie dysponuję żadnym
ciężkie czasy ;)
kalandah
no widzisz – a taki z buteleczki to fajny
bajka
wiem wiem i byłyby od razu dwa stadka przy jednych granulkach lewoglutowych ;)
kalandah
niekonfliktowy, nie bałagani
bajka
nie gada, nie marudzi, piwskiem nie beka w nos
kalandah
oo, właśnie
bajka
taki grzeczny ach… tylko jeszcze jedno pytanko mam… czy on no ten tego
duży jest? ten żel? bo to wiesz… też nie bez znaczenia ;) muszę się przekonać czy aby mu tych tam no… mililitrów wystarczy… i czy aby ruchliwe som, hyhy
kalandah
no… malutki taki niestety
bajka
łoj… ale może ma inne zalety ;))
kalandah
nie dopracowali do końca
bajka
a to może w jakimś miłym przyjemnym sporym etui? ;)
kalandah
no wiesz – ale podobno wielkość się nie liczy – pokolenia facetów pocieszają się w ten spsób
bajka
tia, a odległość między kciukiem a palcem wskazujacym wynosi 20cm… jasne jasne ;) …to już wiem czemu pokolenia facetów są przereklamowane z tych matematycznych zdolności do jakich mają ponoć predyspozycje
kalandah
oj, no nie niszcz złudzeń no
bajka
jakich złudzeń? kupić ci linijkę? ;)
kalandah
no co, chodzi o to, że każdy pomiar ma pewne granice błędu… a tutaj zakres błędu jest duży
bajka
no ale nie +/- 15 cm ! ;)
kalandah
20 cm +/- 20 ?
bajka
tia, to chyba pani a nie pan by musiała być… oj kal tu się nie ma co pocieszać
tu trza zakasać rękawy i uprawiać rękodzieło artystyczne… do mnie co i rusz przychodzą na maila takie różne ciekawe ogłoszenia o majsterkowaniu i w ogóle
kalandah
nooo
bajka
jak to zrobić żeby szydełko większe było
i z małej igiełki zrobić granatnik ;)
chcesz to ci prześlę, pośmiejesz się
ja tu dziś sobie znów narżałam do kawy
kalandah
daj daj, może coś znajdę dla siebie
bajka
a co chcesz powiększyć? ;)
bo stopy masz chyba duże o ile mnie pamięć nie myli
kalandah
(: no wiesz, skoro więcej znaczy lepiej trza coś z tym zrobić i to szybko bo to człowiek nie jest glamur i nawet o tym nie wie
bajka
byle nie za dużo bo potem się do nogawki nie zmieści…
kalandah
oo, pamiętam jak w dzieciństwie nieco poźniejszym o pewnym koledze to mowiliśmy dość brzydko
bajka
…a poza tym glamur już nie jest glamur
teraz się jest dżezi czy jakoś wurwa tak
kalandah
oo, dżezi? eh, tak trudno być cool, thu, trendy, tfu, glamur, eee, dżezi
bajka
(glamur to już archaizm mój drogi) i jeszcze do tego wylansowanym, wyślizganym, fanki i guano… łan tu fru sru
kalandah
a wlaśnie, wracajac do biednego kolegi – wszystkim którzy chcieli czy też nie chcieli nas słuchać mówiliśmy ze gromol to ma fiuta jak parasolka
bajka
bo działał automatycznie? miał taką że tak powiem rozpiętość? czy na wietrze się wyginał?
kalandah
że jak go rozkłada to mdleje bo mu cała krew z mózgu ucieka… boziu, ale myśmy byli wstrętne chłopaki (:


  • RSS