Wpisy z okresu: 2.2009

Jak się nazywa ktoś kto ciągle śpi? Eee, nie nimfomanka, nie narkoman, nie neurolog…ale też na en. O mam! Narkoleptyk. No właśnie. Cierpię otóż na narkolepsję. Wnioskuję po dziobakach jakie strzelam ostatnio jeśli zdarzy mi się przycupnąć gdzieś na dłużej niż trzy minuty – w metrze na ten przykład. To tylko dwie stacje a zawsze w połowie pierwszej zasypiam. Niezależnie od tego czy siedzę, stoję, czy też akurat z kimś rozmawiam. Z tym, że rozmawiam na ogół wewnętrznie, ale jednak.

Dziś zasnęłam i śnił mi się paskudny ankieter, który przepytywał mnie na okoliczność łupieżu papużek falistych.

W życiu nie miałam nawet połowy papugi, Z falistych to znam blachy i tektury, oraz coś tam z fizyki, ale nie pamiętam, czyli w zasadzie nie znam. Łupież na szczęście znam tylko z reklam, ale nie zmienia to faktu, że ankieter był paskudny na gębie, namolny i wzbudzał co najwyżej perystaltykę jelit i chęć mordu.

Obudziłam się w chwili gdy przystąpił do ataku zadając mi pytanie:
- A jak się ma Pani łupież?
Niezwykle celną ripostę – Spierdalaj Pan z tym łupieżem i z tymi papugami!! – wrzasnęłam jednak już całkiem na jawie.

Przed śmiertelnym zejściem z zaczerwienienia uratował mnie miły męski głos oznajmiający z ł przedniojęzykowozębowym, że właśnie oto wjechaliśmy na stację "Ratusz Arsenał". Ale ten ułamek sekundy, który minął zanim dopadłam wyjścia pozwolił mi zapamiętać minę Kontrolera Biletów nadal pochylonego z ustami rozdziawionymi w "Pani bilet proszę".

Podobną miał kolega, którego w przedszkolu nakarmiłam szarym mydłem.

———————–
apdejt o 00:41

Miałam szczery zamiar uprażyć popcorn w mikrofalówce.
Moc 750, 3 minuty, czyli za chwilkę mniam i akurat przy Prawie Bronxu wciągnę.
Chyba kurde nosem.

Oczywiście, że zasnęłam w pełnym umundurowaniu.
Popcorn wystygł, De Niro się postarzał a mnie boli oko.
Albowiem obudził mnie lewy okular w nadmiernym uścisku z gałką oczną..

Co jest do jasnej niepospolitej?
Obrosnę futrem i pobiegnę do lasu tarzać się w ziemi, czy jak?
Bo raczej wolałabym być przygotowana na taką ewentualność.
Nie wiem, golarkę spakować, czy coś. Saperkę może raczej.
I coś na kleszcze, nie? Może Zenona z dołu.

Dramat po prostu.

Krotodyl na życzenie | 2009/02/24 |

Drodzy Państwo, Bajtki małe dwa mają zaszczyt przedstawić:
drzwi wejściowe, fragment chodniczka w paski oraz…

…Krotodyla gimnastycznego…

…Krotodyla w wersji uśmiechnięty i łagodny Mao…

…Krotodyla w środowisku naturalnym i w wersji au naturel…

…Krotodyla w wersji baletowej, na palcach…

…Krotodyla załamanego psychicznie…

…Krotodyla w wersji pin-up…
laski szaleją, słychać trzask zrywanych pieluch i ogólnie mekong delta

…Krotodyl w wersji zen…

…Krotodyla zmęczonego sławą…

…oraz Krotodyla na dobranoc…

Ziarnko do ziarnka | 2009/02/24 |

Bardzo proszę o kliknięcie tu.
Wspólnie można zrobić naprawdę wiele.

Pamiętam ile osób pomogło mnie.
Gdyby nie Oni, nie miałabym szansy na normalność.
Wiem, że tu też jest szansa.

Notka w budowie | 2009/02/23 |

Notka pourlopowa się pisze ino w kawałkach.

Najpierw miałam awarię komputerową, następnie internetowo-łączową a obecnie mam deficyt czasu w stosunku do potrzeb Syna.
W stosunku do moich własnych względem Niego też.

Albowiem straszną frajdę sprawia mi teraz lepienie z nim bałwanów (o to Sosia Mamo, pacz, a tu Igolek, a tu Ty, hehe) i tłumaczenie, że dinozaury, a nie dinożarły. Oraz czytanie na głos Mikołajka, wierszyków i rymowanek. No i ciastolina rulez zatem mam w domu przymusowe codzienne – raz w porywach do dwóch – odkurzanie, wydłubywanie kolorowych grudek z kwiatków, komody z ubraniami, lodówki, osobistej torebki, wolno stojącego obuwia i sierści PanKota.

Ponadto przeżyliśmy bal karnawałowy, na którym Potomek mój wystąpił w charakterze krokodyla (krotodyla, krotodyla Mamo!) a ja doznałam iluminacji, kiedy to Młodzian kategorycznie i z rykiem odmówił zdjęcia kostiumu, wdział kurtkę, buty, szalik i czapkę na tegoż krokodyla oraz zarządził powrót do domu tramwajem. Tak oto moje ciche plany dotarcia tam opłotkami i chyłkiem legły w gruzach a furrorę zrobiliśmy na pół miasta. Głównie ja jako wyrodna matka podduszająca biedne Dziecko zielonym gadem z pluszu i notorycznie dosuwająca Mu czapkę na "jedyne miejsce do oddychania" – jak to się wyraziła życzliwa Pani Z Fiokiem.

Przestała mieć uwagi dopiero jak wycedziłam, że akurat mijamy cmentarz i jeśli życzy sobie miejsce do oddychania, to ja jej z przyjemnością dziką jakieś udostępnię.

Zatem rozumiecie, że trochę jakby padam na twarz z wielkim hukiem?
Bo o północy to już chce mi się wybitnie spać.

I po Maroku | 2009/02/12 |

Wróciliśmy niestety. We wtorek pod wieczór. Ale wczoraj głównie odgruzowywałam się w pracy i a w domu wstawiałam pranie i tłumaczyłam Lokatorowi dlaczego nie pójdziemy pozbierać muszelek.

Niestety, bo do końca miałam nadzieję, że porwie mnie jakiś przystojny Ibrahim, których było na miejscu niemało. Na strzępy choćby.

O azyl klimatyczny też chciałam wystąpić ale generalnie zajmowałam się spożywaniem, trawieniem i spacerowaniem po różnych płaszczyznach oraz obserwacją swoich stóp w oceanie… zrozumiałe więc, że zwyczajnie nie było kiedy.

Było cudownie i najgorszym wspomnieniem było jak sądzę dla wszystkich współpasażerów wyjście z samolotu – tam opaliłam sobie wszystko co miałam na wierzchu (twarz na ten przykład, dekolt, ramiona i łydki nawet) oraz chodziłam boso po plaży, tu zaś zimno, szaro i śniegodeszcz na dzień dobry. Ech…

Więcej napiszę jak się trochę ogarnę.
Tymczasem spoglądam tęsknie na kalendarz, który zakupiłam w Uniprixie i zamyślam się dramatycznie.

Jedno oko na Maroko | 2009/02/01 |

Wszystko wskazuje na to, że polecimy.

Znaczy nawet jakby nie wskazywało, to byśmy polecieli ale ze wskazaniem jakby łatwiej.
Młody nie gorączkuje, złazi Mu za to obficie skóra z brody. Łuszczy się niczym cerkiewna ikona.
A ja ochrypłam i kaszlę. Od piątku w nocy zaś jadę na antybiotyku. O!
Taki oto zestaw bakteryjno-wirusowy wywieziemy stąd do Zamorza.
Niech mają.

Właściwie to całkowicie straciłam głos i tylko szeptem porozumiewam się z otoczeniem zewnętrznym.

Jeśli media ogólnoświatowe doniosą o szalonych matkach wiozących chore Dzieci za granicę, w tym jednej perwersyjnie szepczącej, to znaczy, że zostałyśmy sławne i prawdopodobnie urlopik nam się nieco przedłuży.

Ile mi grozi za przemyt bronchitu?
Bo nie jestem pewna czy nie bardziej opłacają się galopujące suchoty?
Jeszcze się zastanowię.

Tymczasem bawcie się dobrze.
I nie sikajcie pod dywan.


  • RSS