Wpisy z okresu: 2.2010

Z zapartym tchem śledzę losy moich tekstów na śliskiej nawierszni. Nie do końca zawsze dowierzam, że to się naprawdę komuś podoba, kogoś inspiruje, ale jak to się mówi mam emocjonalny stosunek plus element dość naturalnego wstydu, więc trudno mi zachować choć cień obiektywizmu. Niemniej jednak zawsze ogromnie cieszy mnie każda nowina na tym polu. Zawsze jest to niesamowite doświadczenie.

————————————————


Dziś o 20.00 na radioaktywne.pl gościem audycji Mechaniczna Cytryna był Seweryn Jakubiec. Zaśpiewał dwie piosenki, z czego jedna – całkiem nowa – powstała do mojego tekstu "Obrazek".

Nie mam jeszcze nagrania, ale pod tym linkiem można posłuchać kilku poprzednich aranżacji.

————————————————

A już wkrótce…




Mam nadzieję, że wpadniecie. My z Igo się wybieramy.

Brad PIT | 2010/02/06 |

Czy rozliczyli się już Państwo Czytelnictwo mili z podatku?

Jeśli nie, to możecie pomóc Blobkowi, który jest absolutnie fantastycznym facetem
i zasługuje na wszystko co najlepsze.

Blobek to mój wybór.

Bo lubię czytać co u niego i jego mamy, kibicuję im i przez to są mi bliżsi.
Bo mogę pomóc przynajmniej tak.
Mój procent to niewiele, ale jeśli tych procentów zbierze się więcej,
jest szansa by ten uroczy Młody Człowiek uśmiechał się częściej.

A Wy z kim podzielicie swój podatek?

Red Fender Stratocaster | 2010/02/05 |

Dziś Bob Marley świętowałby na całego. A w Polsce mógłby nawet radośnie przejść na emeryturę. Oczywiście gdyby żył i zbierał dokumentację potwierdzającą zatrudnienie. Właśnie dziś Bob Marley obchodziłby sześćdziesiąte piąte urodziny. Niestety zmarł w wieku trzydzistu sześciu lat. Grał w piłkę, złamał palec, odmówił operacji, zakażenie z czasem osiągnęło ostatnie stadium czerniaka z przerzutami… i tyle. W tych okolicznościach twierdzenie, że sport to zdrowie, nabiera zupełnie innego wymiaru.

Bob Marley sprawił, że parę razy się zakochałam, próbowałam nauczyć się tych magicznych oczek na drutach by zrobić wielki rastafariański beret – niestety bez powodzenia, zatem ostatecznie o beret uprosiłam koleżankę, rozbujało mi się co najmniej kilka lat życia a nade wszystko zapragnęłam zostać gitarzystą. I to nie tak żeby po prostu naumieć się grać na gitarze. Nie, nie. Chciałam zostać gitarzystą – potem mi sie umocniło, że w kapeli rockowej, takiej z długimi piórami, mocnym uderzeniem i małolatami drącymi majty pod sceną – i porywać tłumy. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale dodam do tego zdania póki co, bo w końcu wszystko jeszcze przede mną.

Tymczasem zakupiłam walizkę podróżną na kółkach po bardzo okazyjnej cenie i jestem z siebie dumna. Walizka jest oczywiście czerwona i najchętniej bym w niej zamieszkała, ale to byłoby możliwe dopiero po uprzednim poćwiartowaniu, a jakoś chyba nie jestem w nastroju, zatem pozostanę w dotychczasowym formacie.

Aby do środy. Od czwartku mam urlop. Urlopik. Urlopuńcio. Przezornie wzięłam dwa dni przed i po wyjeździe, na rozbiegówkę, dojście do siebie, ogarnięcie mieszkania i wymaćkania PanKota. No i spakowanie absolutnie najpotrzebniejszych rzeczy oczywiście. Niestety nadal nie lubię pakowania a im bardziej mam Dziecko i im bardziej to Dziecko ma wymagania sprzętowe, tym bardziej rozległej zawsze dostaję wysypki na myśl o upchnięciu tego wszystkiego w sprzyjający podróży rozmiar bagażu.

Pomyślę o tym jednak kiedy indziej. Aktualnie bowiem oglądam Kiss, kiss, bang, bang a Bobek Downey Dżunior jest tak urzekająco niegrzeczny, że z chęcią bym go adoptowała i doprowadziła do porządku. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko torcika Almondy, lodów orzechowych Grycana, szklaneczki Irish Cream z lodem i chyba ogórka kwaszonego dla złamania smaku. Niestety z tego wszystkiego mam tylko szklaneczkę. Pustą. To może zrobię popcorn i poszukam cherry coke.

Do kolekcji rzeczy ładnych – przeczytałam dziś w gazecie ogłoszenie następującej treści:

Znalazłem rękawiczkę.
Jechałaś w niedzielę warszawskim tramwajem 22.
Zostawiłaś w nim rękawiczkę.
Odezwij się. Łukasz, numer telefonu


Mam nadzieję, że właścicielka zguby się odezwie i będzie z tego jakaś piękna historia :)

______________________________________________________

Lejdis end dżentelmen

let mi introdjus…

miejsce na wymuszoną chwilę napięcia,
czyszczenie paznokci, stłumienie kilku ziewnięć i werble

dużo miejsca
żeby mi się notka ładniej komponowała


Hrabia Mścisław von Relax

I jego brat bliźniak Gustav Olof Kratenson

A teraz przecudnej urody portret rodzinny

Pewnego mroźnego dnia otrzymałam obu Panów w prezencie od Seniority Halucindy (sprawiła sobie zresztą takie same) i od tej pory gwiżdżemy na prognozowane czy obecne tęgie mrozy długo i przeciągle. Co prawda pomykając w takich śniegowcach ulicami wzbudza się pewien rodzaj niezdrowego zainteresowania, ale za to można zawsze na wyraz owego zaineresowania odpowiedzieć uśmiechem numer pięć.

Zatem, drodzy Państwo Czytelnictwo, mam Szanpanią Zimę w poważaniu głębokim, uprawiam chodnikowy kurcgalop w styropianie i poliuretanie oraz nawet nie chrzęszczę na zakrętach. Cudownie się przelatuje przez głębokie zaspy nie kolekcjonując przy okazji kolejnych partii śniegu w skarpetkach. Nade wszystko liczy się jednak to, że jest nam wygodnie, lekutko i cudownie, bosko, obezwładniająco wręcz ciepło.


  • RSS