Wpisy z okresu: 5.2011

Hmm… | 2011/05/30 |

Książę Małżonek wrócił skruszony z rybami i mocno opaloną twarzą. Wygląda trochę jak kandydat z listy Samoobrony. Co na Niego spojrzę to wybucham śmiechem. No jak pragnę podskoczyć rechoczę i rechoczę.

W pile było jak w Chile
każy miał czerwone ryło
.

Oraz strzelał do rzutków i wrócił z podbitym okiem. Walnął sobie strzelbą w policzek i pod okiem Mu wyszło. Ot puścić chłopa samopas i wróci uszkodzony.

Cóż. Wędkarstwo to trudny i wymagający poświęceń sport. Na rybach generalnie się pije i klnie. A jak starczy czasu to zarzuca to czy owo. Mąż postanowił być ponadto i nie klął. Zamiast tego wybrał konkurencję dodatkową: opalanie. Zapewne po to żeby zakamuflować rozległą śliwę.

Na kolejne ryby poślę Go chyba w kostiumie Borata.

Kółko graniaste | 2011/05/30 |

Zachciało nam się, by Niewyraźne przyszło na świat w tym samym szpitalu, w którym urodził się Igor. Bo już wiemy, że sprawdzony i dobrze nam się kojarzy i w ogóle. Tak, tak. Jaśnie Państwu się zachciało wyboru. Też mi coś. Fanaberia doprawdy.

Zaraz jak tylko nasze przypuszczenia o nowym potomku zostały potwierdzone dwiema kreskami w trzech kolejnych testach, zgłosiłam się do przychodni przy tym szpitalu (gdzie zresztą prowadzono mi pierwszą ciążę, gdzie mam swoją kartę, gdzie wreszcie urodziłam Syna). Pani w przychodni była wyraźnie ubawiona tym, że przyszłam zapisać się do lekarza. Przecież "wszyscy wiedzą", że Ona "nie może mnie nigdzie zapisać, bo tylko przez telefon można". Trzeba zadzwonić w godzinach 8.00-19.00, pytać o miejsce w programie "Zdrowie, mama, ja" i jak się dodzwonimy oraz będzie wolne miejsce, to Ona zapisze. Cóż, ja nie wiedziałam. Przez grzeczność nie spytałam Pani po cóż w takim razie tam siedzi, po co pobiera się numerki i po co średni czas oczekiwania 15-30 minut, żeby z nią porozmawiać. Generalnie nie może.

Od tamtej pory, czyli jutro będzie już bite 3 miesiące, dzwonimy z Plus Jednym tak ze trzy razy dziennie by zapisać się do programu. Póki co bezskutecznie. Od tamtej pory na szczęście Niewyraźne prowadzi Doktor z przychodni w Mamutowie, ale jest to przychodnia zwyczajna, nie przy szpitalu położniczym, więc żadnej gwarancji na konkretne miejsce na porodówce nie daje. Ot w czekiwaniu na się_dodzwonienie i zapisanie (bo jeszcze na początku mieliśmy oboje taką nadzieję), postanowiliśmy pójść tam, bo jest najbliżej naszego nowego domu. W międzyczasie oczywiście cały czas usiłowaliśmy dostać się do tego cudownego programu w szpitalu.

Przy którejś z ostatnich prób poprosiłam o radę, bo dzwonimy codziennie tyle i tyle razy oboje a trochę zaczynamy tracić już nadzieję, że w tym szpitalu da się w ogóle urodzić Dziecko. Głos z słuchawki poradził mi, żebym się zapisała w jakiejś rejonowej (od ilu lat już nie mamy niby tych rejonów, hę?) przychodni z ginekologiem (hmm… na to akurat wpadłam sama) a jeśli w końcu zwolni się miejsce, to się przepiszę z programu tamtejszego na tutejszy. Zauważyłam przytomnie jak na 8 rano, że z tego co widzę i doświadczam, mogę nie zdążyć przed rozwiązaniem. Głos mi na to, że to się zgłoszę w terminie porodu i się zobaczy. Ja na to, że w karcie ciąży mam wyraźnie wskazanie do cesarskiego cięcia ze względów okulistycznych i z tego też samego powodu pierwszy poród miałam wyznaczony umyślnie na trzy tygodnie przed terminem faktycznym, gdyż chodziło o zminimalizowanie ryzyka rozpoczęcia całej akcji i co z tym? Głos na to uparcie i z wyraźnym już zniecierpliwieniem, że jeśli mam meldunek warszawski i w terminie porodu zgłoszę się na Izbę Przyjęć to oni sami albo mnie przyjmą albo nie. Inaczej się nie da i koniec a w ogóle to głos nie może tak ze mną rozmawiać i rozmawiać "bo tu ludzie czekają". No to ja znów, bo w końcu jeszcze się do homo sapiens zaliczam, że niech mi poradzi w takim razie kiedy mam sobie wyznaczyć ten termin, w którym mam się zgłosić, bo jak już wspominałam… (no ale może to było za dużo informacji jak na jeden Głos)… Znów niestety usłyszałam, że w terminie porodu. I o co mi w ogóle chodzi? Dopiero jak wyraźnie podkreśliłam, że w zasadzie to o to, że w terminie porodu może się już zacząć sam poród, a wtedy mogę przez przypadek stracić wzrok, czygo bym raczej nie chciała, Głos skapitulował i poradził. Żebym się zgłosiła w październiku do Punktu Konsultacyjnego i albo mi wyznaczą termin albo gdzieś odeślą, z czego Głos obstawia raczej odesłanie, więc żebym się nie nastawiała. Wszelkie dalsze pomysły na pytania przerwał mi trzask odkładanej słuchawki.

Przed każdym połączeniem z przychodnią przy tym szpitalu wysłuchujemy jakże uroczej formułki, że "w trosce o dobro pacjenta, wszystkie rozmowy są nagrywane i jeżeli nie wyrażamy na to zgody możemy się rozłączyć". Nigdzie niestety w formułce nie pada instrukcja, co mogę zrobić, jeśli to mnie ktoś rozłączy odkładając mi słuchawkę prosto w nos. Oczywiście w trosce o moje dobro.

Nie wiem dla kogo jest Szpital Specjalistyczny im. Świętej Zofii przy ulicy Żelaznej w Warszawie. To znaczy nie wiem, dla kogo jest obecnie, bo sześć lat temu urodziłam tam Dziecko i dało się bez problemów, opłat, oraz wszystko było w porządku. Teraz jestem pewna, że Dziecka urodzić się tam nie da. A przynajmniej nikt zwyczajny, jak ja nie umie się tam dostać. Pora szukać nowego adresu na powitanie tego nowego Kogoś z Dolnego Piętra. Smutno mi, bo miałam nadzieję, że skoro ten szpital mam sprawdzony i dobrze się w nim czułam, Drugie Dziecko również będzie tego zdania i fajnie Mu będzie tam się ze mną przywitać. I tyle z dość wygórowanych jak się okazuje marzeń.

Jakieś typy? Aktualnie jestem w rozterce.

Siostro, skalpel! | 2011/05/27 |

Z ostatniej chwili.

Książę Małżonek raczył wybyć na ryby. Wróci najprawdopodobniej w poniedziałek w nocy, więc sami rozumiecie, że w tym roku biorą ;)
Jak mi nie przywiezie czegoś zjadliwego i słusznych rozmiarów to nocuje w piaskownicy pod blokiem.

Siedzimy z Młodym w pokoju i ja dłubię w biżuterii a On odstawia scenki rodzajowe. Występują przypadkowo odnalezione w pudle z zabawkami postaci, mignął mi Scooby Doo, ale obecny też jest jakiś rycerz mocno zakuty, choć z dość giętkiego tworzywa. Sądząc z toczącej się wartko akcji, rycerz doznał kontuzji podczas turnieju i giermkowie wiozą biedaka karetką na sygnale do szpitala. Mijają góry, lasy, kilka mórz i po pokonaniu złego wilkołaka czy też głodnego niedźwiedzia, zjawiają się na miejscu. Tam rannym rycerzem dzielnie opiekuje się Doktor, w którego wcielił się właśnie Scooby Doo. Dla mnie postać tego psa jest nieziemsko irytująca ale mój Syn jest innego zdania i aktualnie Scooby jest na topie. W każdym razie jest szpital, jest rycerz i jakaś operacja, która najwyraźniej choć burzliwa jak aura za oknem, zakończyła się powodzeniem. Na tym scenka prawie się kończy, ale znów pojawia się Scooby i coś tam przy pacjencie gmera.

Nagle moich uszu dobiega uroczy acz pełny przejęcia dyszkant mego Dziecka:

- Niepokoi mnie praca nerek…

Chyba oglądamy z Plus Jednym za dużo House’a.
A Młody podgląda przez sen. I to z drugiego pokoju.
Spryciarz.

Mama | 2011/05/26 |

Mama kojarzy mi się zawsze z czymś absolutnie najwspanialszym na świecie. Mama kocha bezgranicznie i ta Jej miłość jest oszałamiająca. Słowo "mama" zawsze unosi mi kąciku ust i marszczy kurze łapki przy powiekach. Słowo "mama" generuje błogość, ale też i troskę, im obie jesteśmy starsze. Chciałabym by czas dał się naginać a wieczność istniała. Mama jest kochana i jest do kochania.
Kochajcie swoje mamy ile wlezie. Zasługują na to jak nikt inny na świecie.

A wszystkim Mamom w najprzeróżniejszych stadiach mamowania życzę by zawsze czuły, że są naj. Dla swoich dzieci zawsze są.


Drugie Dziecko, pierwsza fotka – to nadal brzmi trochę jak kosmos.
Ale jest, całkiem już wyraźne i jak widać ma czoło po Starszym Bracie.
Za jakiś miesiąc przekonamy się czy to Waćpan czy Waćpanna.
O ile oczywiście raczy się odpowiednio zaprezentować :)

A na weekend Młody umówił się z Ciotką Hal do ZOO.
Sam.
Droga Kasiu, czy to już???
Bo jakby nie jestem jeszcze gotowa…

Faza mały jamochłon | 2011/05/19 |

TRUSKAWKI !!!

truskawki, truskawki, truskawki, truskawki, truskawki
truskawki, truskawki, truskawki, truskawki, truskawki
truskawki, truskawki, truskawki, truskawki, truskawki
truskawki, truskawki, truskawki, truskawki, truskawki

AAAAAAAAAAAAAAAAAA!!

Dlaczegóż, ach dlaczegóż jesteście truskawki tak pioruńsko i całkowicie nieetycznie drogie, skoro akurat mam na was taki absolutnie obezwładniający apetyt?

To niesprawiedliwe.

W dodatku jestem wyrodną matką i zjadam je nocą po kryjomu albo w toalecie bo Lokator na te pierwsze majowe reaguje zawsze wysypką. A ja cały dzień czekam aż zaśnie i rozpoczynam wieczorny seans owocowy. Oczywiście lody orzechowe od Grycana wchodzą wspaniale w dalszym ciągu.

Byłam dziś u Dochtora. Dochtor jeździ na motocyklu i w barkach jest szerszy niż wszyscy, których znam, więc zawsze się jestem lekko oszołomiona gdy przepuszcza mnie w drzwiach, ale za to w dalszym ciągu mogę się poczuć drobną kobietką… a nie potworem, który od ostatniego badania utył kilogram a to jak wiemy dopiero początek. Badania w normie, Niewyraźne ma się świetnie, serducho jak dzwon prawie ogłuszyło Panią z rejestracji. Na zdjęciu z USG całkiem wyraźnie widać już zarys sylwetki. Ostatni widziałam jeszcze bezkształną fasolę a Dochtor usiłował mi wmówić, że to coś żyje i będzie w niedługim czasie moim Dzieckiem. Dziś zobaczyłam bardzo wyraźną głowę z wydatnym igorowym czołem, mały nos, usta. A potem stała się rzecz niebywała. To Coś z monitora pomachało do mnie ręką… A potem jeszcze raz…

- Widzi Pani? Zdaje się, że macha do mamy – zauważył Dochtor
- Widzę – powiedziałam a Niewyraźne machało całkiem jak brytyjska księżniczka z balkonu

Chyba wtedy właśnie dotarło do mnie, że to takie całkiem prawdziwe Dziecko, nie jakaś tam fasola w jakimś tam pęcherzyku. Przedziwne uczucie.


  • RSS