Wpisy z okresu: 10.2011

Dowcip na dziś | 2011/10/27 |

Ha! Ha! – zaśmiała się hrabina po francusku
albowiem ten język znała najlepiej.

Igorowo dziś | 2011/10/19 |

Dokładnie sześć lat temu świat zyskał niewątpliwy zaszczyt powitania Nowego Obywatela. Nowy Obywatel od początku wiedział czego chce i nigdy nie miał kłopotu z okazaniem tego bliższemu oraz dalszemu otoczeniu. Był oczywiście słodki i kochany… ale dopiero jak wszystkie ówczesne jego potrzeby zostały zaspokojone a on sam utulony i chrapnął sobie miarowo raz czy drugi.

Nowy Obywatel wyglądał wtedy tak:

Aktualnie Igor uważa się za prawie dorosłego i ma jasno określone zdanie na każdy temat – nawet jeśli jest mowa o kornikach, czy prasowaniu jego koszulek. Mój tak jeszcze niedawno maleńki Synek ma dziś sześć lat, wyrasta ze wszystkiego z prędkością światła, chodzi do szkolnej zerówki i codziennie jest mądrzejszy o cały ocean możliwości… a ja każdego ranka niezmiennie mam wielką gulę w gardle machając mu na "do widzenia". Jest już taki strasznie duży i taki z dnia na dzień bardziej samodzielny. Tak, to bardzo dobry objaw i właściwie to o to chodziło przecież, ale samo wiecie… Za chwilę przyjdzie z Jolką i oznajmi, że się żeni a ja jestem jeszcze na etapie szykowania mu kanapek do szkoły i nie wiem jak się przestawię :)

Wszystkiego najwspanialszego mój Synku.
Jesteś moim idealnym prezentem. Zawsze.
I kocham Cię najbardziej na świecie :)

Urodziny | 2011/10/17 |

Skończyłam 33 lata.
Zupełnie się nie czuję.
Tyle się dzieje…

Uwaga – nowa notka | 2011/10/07 |

Dobry wieczór Państwu, albo dzień dobry – właściwie to nie mam pojęcia, kiedy będziecie to czytać, gdyż większość dała chyba sobie spokój z zaglądaniem tutaj :)

Co u Was? U mnie trzydziesty tydzień. Nie wchodzę na wagę, hormony mam wszędzie i powzięłam głęboki zamiar uzupełnienia noteczek na blogasku. Ta powinna się ukazać jeszcze w sierpniu, ale jakoś nie miałam okazji. Teraz korzystam, bo jest noc, Młody śpi, jest piątek, zatem nie trzeba nazajutrz do roboty a ja chwilowo jeszcze nie śpię, co przyznaję nie jest dla mnie normalne, gdyż gdybym mogła, spałabym nawet przechodząc przez pasy na ruchliwej wielopasmówce. Zupełnie jakby mój mądry organizm dawał mi rozpaczliwe znaki – śpij kurde, śpij ile wlezie bo jak się rozpakujesz z tego dwupaku, to będziesz mogła co najwyżej pomarzyć. Bardzo chciałabym nie pamiętać jak Lokator przez pierwsze trzy miesiące sprawdzał moją wytrzymałość na stan permanentnego czuwania, niestety jednak jak mawia Plus Jeden człowiek ma pamięć na kura i pamięta w pierwszej kolejności wszystkie złe rzeczy. Do tej pory twierdzę, że ludzkość przetrwała wyłącznie siłą rozpędu.

Nie wiem właściwie kiedy nastała jesień. Znaczy najpierw głównie lato było mocno jesienne, a potem wyjechałam na urlop i zrobiło się malowniczo oraz upalnie. Zawsze jak wyjeżdżam z zamiarem się_urlopowania pogoda jest jak dzwon – na pewno od dziesięciu lat, wcześniej nie prowadziłam w tym temacie obserwacji – zatem znajomi i krewni królika już w czerwcu podpytują, kiedy się gdzieś wybieram by sami też w tym czasie wykombinować wolne w pracy. Kiedyś pewnie spalonoby mnie rytualnie na stosie, opcjonalnie radośnie utopiono, ale na szczęście w dzisiejszych czasach ludzie nauczyli się czerpać korzyści z cudzej wiedźmowatości.

Wakacjowałam na warsztatach z chórem. Zabrałam Lokatora, pozostawiłam Księcia Małżonka w tęsknocie i tyle mnie widział. No ale ktoś musi pracować aby byczyć się mógł inny ktoś – takie są prawa dżungli moi Państwo a w małżeństwie właściwie jak w dżungli… tylko może oby tych małp jak najmniej, bo to jakby nie sprzyja. Zresztą Plus Jeden na szczęście potrafi się zorganizować i już w pierwszym tygodniu zorganizował wieczór pełen golonki, piwa i testosteronu. I o to chodzi, i o to chodzi.

Pierwszy tydzień spędziliśmy wraz z chórem nad Jeziorakiem w Iławie, potem udaliśmy się nad morze do Sarbinowa a po drodze zwiedziliśmy Malbork.

W Iławie było bardzo sympatycznie, tylko ubikacje były pod hasłem "tylko dla orłów" – zakładam bowiem, że ptaki raczej nie dysponują rozlegle rozwiniętym zmysłem węchu, srają gdzie popadnie, głównie w locie i generalnie mają gdzieś jakiekolwiek minimum higieny. Ponadto racje żywnościowe jakimi raczy się turystów w Iławie bardziej przywodzą na myśl średnio odżywionego przedszkolaka niż wygłodniałego studenta w liczbie bardzo mnogiej + trzy ciężarne w różnym stadium równika w obwodzie. A właśnie, bo nie wspomniałam, że na wakacjach poza mną były jeszcze dwie kolażanki występujące w dwupaku. Ogólnie na chórze tendencje prokreacyjne – najpierw były same śluby, teraz średnio co trzy miesiące mamy nowego dziecia w drodze, całkiem jak jakaś sztafeta, tylko nikt nie ma pojęcia ile jeszcze zmian do mety :)

Malbork uroczy, zatłoczony i nastawiony na turystów, zwłaszcza "Mamo, kup mi…" na każdym skwerku, za każdym rogiem. Masakra. Dzieci powinno się tam wprowadzać tylko w kagańcu albo wlec w znieczuleniu ogólnym. Całe szczęście, że Igor po pierwszym zachłyśnięciu się próbą "Mamo, kup mi…" – bezskutecznym oczywiście – dał sobie spokój i postanowił jednak skupić energię na tropieniu rycerzy i bajerowaniu dziewczyn. Napisałam bezskutecznym, gdyż jestem niestety paskudnie asertywną w tek kwestii żmiją i wszelkie
zakupy omawiam z latoroślą "przed" nigdy "w trakcie", a to z tej prostej
przyczyny, że "w trakcie" zawsze daje o sobie znać zapotrzebowanie na
najgorszego sortu chłam, rozpadający się w rękach z prędkością
ponaddźwiękową. Tak jest, okutna ze mnie matka, ale trudno – każdy jest mistrzem w czymś innym, ja na ten przykład hobbystycznie oraz z pasją znęcam się psychicznie nad dziećmi, wzbudzając w nich całe morza i oceany poczucia straty a także powodując rozmaite dysfunkcje emocjonalne o innym podłożu. Wybornie doprawdy.

W Sarbinowie było głównie morze. Morze i plaża. Morze, plaża i słońce w absolutnym rozkwicie. Oczywiście trochę się obawiałam, czy jak się rozbiorę to Green Peace przybędzie po siedmiu sekundach, czy też da mi trochę możliwości aby w sposób bezkarny i niczym nie skrępowany postraszyć otoczenie, ale na szczęście tam też mieli sezon urlopowy i nie było wystarczająco zdesperowanych wolontariuszy. Otoczenie straszyłam więc do wypęku. Oraz dodatkowo było bosko, gdyż w końcu mogłam położyć się na brzuchu – wystarczy wykopać w piasku odpowiedniej głębokości dołek i voila. Tej rozkoszy nie zrozumie nikt, kto od wielu miesięcy nie ma szans na pozycję inną niż na boku. Lewym bądź prawym, ale słuszniej lewym… karma jego mać. Dla osoby, która całe życie wyłączając czas ciąży i karmienia piersią, przespała wyłącznie na brzuchu – gdyż kurka siwa inaczej się nie wyśpi i koniec – takie ograniczenie to na prawdę katorga, proszę mi wierzyć.

Zaraz wstawię zdjęcia to sobie Państwo popatrzą w październiku jak to w sierpniu było przyjemnie, ale jeszcze słów kilka o Bibi, której obiecałam, że nie wspomnę słowem na blogu o tym, że wracała nad ranem z plaży i spała po cztery godziny na dobę, jeśli już. A więc nie wspomnę, tylko zazdrośnie zmilczę, bo ja to najwcześniej prognozuję u siebie na przyszłą dziesięciolatkę. Za to już zapowiadam wszem i wobec – gdyż strasznie marzy mi się szklaneczka tequilli albo martini – że jak tylko odstawię Jana Nadal Bez Ziemi od cycka – głęboko wierzę, że kiedyś to nastąpi – popadam w alkoholizm. Zamierzam się stoczyć, wracać do domu wraz ze wschodem słońca i pieśnią na ustach a na pytanie męża "O której to się wraca do domu?! Hę?!" odpowiadać z radosnym czknięciem "Jakie wraca? Jakie wraca? Po gitarę se przyszłam".

No. Dobrze mieć jakieś marzenia :)

A pod tym linkiem można obejrzeć nasze urlopowe zdjęcia


  • RSS