Wpisy z okresu: 4.2012

Eee co to ja chciałam? | 2012/04/26 |

Igor zdrów jak rybka i nawet wrócił mu apetyt. Nie wiem… może go w tym szpitalu podmienili? Ale taki podobny jakby i pyskuje okazjonalnie jak pyskował, więc nie składam reklamacji.

Byliśmy na koncercie w Łodzi. Jedzie się tam dłużej niż ustawa przewiduje. A niby rzut beretem, co?

W weekend zakupiliśmy nareszcie sofę i w końcu można po ludzku usiąść i napić się herbaty w pokoju a nie w kucki przez lewe ramię. Następnie zakupiliśmy ramę do mamutowego łóżka i wszystko malowniczo skręcaliśmy. Stoi i się trzyma, zatem jakby co śmiało mogę dorabiać – fach w rękach. Przedwczoraj byłam na stepie i trochę czułam się potem jakby mnie czołg przejechał a następnie wracał. W związku z powyższym wczoraj przez 50 minut poprawiłam ćwiczeniami na brzuch, uda i pośladki. Nie wiem czy mam aktualnie jakiś mięsień, który mnie nie boli, ale czuję się pełna energii. Dziś mam w planach fryzjera, zaraz potem pędzę z Jankiem na Niekłańską na przegląd do okulisty – bo przedwczoraj u ortopedy dowiedziałam się, że wszystko w porządku, "choć jakiś taki gruby… czym Pani go karmi?! Jak to czym? Schabowymi i bigosem. A nocami sam zakrada się do lodówki i wyżera zapasy. Ech…

No i jeszcze oczywiście muszę się spakować bo w sobotę rano wyfruwam z Jasiem na warsztaty do Puńska. Będziemy śpiewać i obserwować otoczenie. Jak się inni bawią i nie śpią po nocach a potem na próbie walczą z ciężkimi powiekami. My to może za czas jakiś… znów :)

Ale nie marudzę. O nie. A gdybym chciała, to proszę mnie natychmiast upomnieć.
Znajoma właśnie powiła trojaczki… TRZY DZIEWUCHY NA RAZ.
O mamo!

Martuś! Trzymaj się i nie daj im się zjeść, błagam.
Eeee no i gratuluję oczywiście :)

Nigdy więcej nie będę marudzić na moje słodkie dziateczki. Tak mi dopomóż blog.

Już po wszystkim | 2012/04/19 |

Jesteśmy już w domu. Bardzo dziękujemy za wszystkie dobre myśli i kciuki trzymane w intencji. Bardzo.

Igor przebadany na wszystkie strony. Nic niepokojącego nie znaleziono. Od przyszłego tygodnia ma iść normalnie do szkoły, a brzuch pobolewa go nadal i apetytu w dalszym ciągu brak.

Z jednej strony odetchnęłam z ulgą. Z drugiej – niepokoję się, bo nie mam pojęcia co się stało i czy się nie powtórzy. Oby nie.

Nareszcie wszyscy w komplecie.
Idę spać.

Chorość ogólna | 2012/04/16 |

Jest źle.

Igor w szpitalu. Nie wiem na jak długo. Zasłabł w szkole i jak przyszłam był niebieski. Oczywiście jazda karetką była dla niego wielkim wydarzeniem, ale dla mnie jakoś niespecjalnie. Na Niekłańskiej nikt nic nie wie i jeszcze jak pojechałam do domu nakarmić Jaśka, to Igor spadł z łóżka. Kursuję na trasie dom-szpital, szpital-dom i dopiero o 23 z minutami spostrzegam, że mam przemoczone buty i właściwie to okropnie przemarzłam, bo przecież wyszłam tylko na chwilę, odebrać dziecko ze szkoły, więc włożyłam cienki płaszczyk i trampki. W chałupie Plus Jeden ma 40 stopni gorączki, leży i też jest jakby mało radośnie. Janek przegłodzony, biust obolały, trochę nie mam siły.

Zostawiając dziś dziecko na noc w szpitalu czułam się jak najgorsza matka w całej megakurwagalaktyce.
Zostawiając Jaśka bez jedzenia zrobiłabym chyba jednak coś o wiele gorszego, więc wybór dostępnych opcji był żaden.
Poryczałam się dopiero za drzwiami.

Powtarzam sobie, że jutro będzie już łatwiej. Zostawiam zapas mleka w lodówce i zabieram ze sobą laktator. Inaczej wszyscy oszalejemy.

Niech już będzie lepiej, co?
Nie mogę się doczekać…


  • RSS