Wpisy z okresu: 10.2012

Rocznica | 2012/10/03 |

1 października mieliśmy drugą rocznicę ślubu a Igor miał imieniny. W ogóle sporo rzeczy mamy w październiku. Można uznać, że to dość ważny miesiąc. Nie tylko dla Lenina w Poroninie ;)

A to jest nasza piosenka – grali ją tego wieczora, kiedy się poznaliśmy… jakoś chyba dziewięć lat temu na urodzinach kumpla Katy. Zabrała mnie tam bo nie chciało jej się iść samej. Kto by pomyślał, że taki będzie ciąg dalszy. Fiu, fiu…


Matka teżewe | 2012/10/03 |

Trochę nie wyrabiam na zakrętach. Wszędzie biegam. Jak tak dalej pójdzie mili panowie policjanci wlepią mi mandat za przekroczenie szybkości w terenie zabudowanym. Ale inaczej się po prostu nie da. Od poniedziałku do piątku jestem małym puchatym chomiczkiem w kołowrotku. Tyle, że grubym. Nie wiem jak to się dzieje, że jogging uprawiam praktycznie rzecz ujmując cztery razy dziennie – minimum – a nadal zostało 8 kilogramów górką.

Zazdroszczę kobietom, które po urodzeniu trzeciego dziecka wskakują z wdziękiem w swoje dżinsy z liceum i z gracja machają wąską stópką w pantofelku z obcasikiem przy latte machiato. Zazdroszczę jak diabli. Ja w swoje dżinsy z liceum musiałabym wskoczyć z wysokiej szafy i to po grubym wysmarowaniu się wazeliną a i tak pewnie zmieściłaby mi się ledwie połowa jednej łydki.

Matka natura bywa czasem naprawdę wredną suką.

Na kwadrans przed szóstą rano jestem niezwykle smutnym człowiekiem. Mój budzik uświadamia mi bowiem, że oto z Krainy Wiecznej Szczęśliwości trzeba przenieść się lotem błyskawicy w codzienną polkę kurcgalopkę, zwlec z łóżka Igora i zmusić go do zjedzenia czegokolwiek, co nie jest jogurtem bądź jabłkiem, ogarnąć Janka i jednocześnie karmiąc go, upominać starszego brata, że choćby nie wiem jak przedłużał celebrację ornamentu talerza, śniadanie go nie ominie.

Z dzieckiem przy piersi można – gdybyście nie wiedzieli – umyć sobie głowę, wyszorować zęby, zrobić makijaż, ubrać się, ba! nawet założyć rajstopy – kwestia dobrego chwytu. Ze spokojem można wszystko. Trzeba tylko uważać żeby starszemu nie założyć pieluchy a młodszemu nie spakować do żłobka książki do angielskiego. Poza tym wszystko jest do ogarnięcia.

Potem zostaje już tylko trasa dom-szkoła-autobus-pociąg-uwielbiam schody na dworcu Śródmieście i wiecznie nie działającą windę-metro-kłus-żłobek-galop-metro-turbogalop-praca i już można wpaść w wir obowiązków zawodowych oraz planować nieustanny rozwój własnych kompetencji.

Z nienagannym uśmiechem i pod linijkę.

A po pracy zajęcia z cierpliwości i dokształcanie się przy odrabianiu pracy domowej, albo chór – chyba, że akurat któreś z dziateczek chore. Co jak wiadomo o tej porze roku nader częste.

Najbardziej mnie wzruszają adnotacje w Zeszycie Wychowaczym Igora w stylu:

„Na jutro proszę o przyniesienie 10 balonów, kilku opakowań cekinów, pudełka brokatu i pustych opakowań po perfumach i kremach do twarzy” albo: „bukietu suszonych liści i polnych kwiatów, kasztanów, żołędzi i innych darów jesieni” lub też „kilograma muszelek znad morza, obrabiarko-wkrętarki i czerwonej wstążki z XIX-wiecznego aksamitu”

Ostatnio Książę Małżonek w dzikim pędzie kupował włoszczyznę a następnie gotował warzywa oraz jajko, lewą stopą szykując deseczkę, miseczkę, ściereczkę i nożyk, ponieważ gdyż albowiem nazajutrz dzieci miały w szkole robić sałatkę jarzynową. Do historii też naszych rodzinnych anegdot przejdą prawdopodobnie nocne wyprawy do całodobowego TESCO po różnokolorowe krepiny i kabaczka.

Czy to jakaś zabawa nauczycieli w „napiszmy im coś żeby nie dali rady zdobyć”? Dlaczego zawsze na jutro? Czy napisanie takiej informacji z na przykład tygodniowym wyprzedzeniem byłoby jakoś szalenie rewolucyjne i wywrotowe?

Jak powszechnie wiadomo istnieją klany Matek Wiecznie i Na Wszystko Przygotowanych, które mają zawsze wszystko w dolnej szufladzie w kuchni. Ja jednak nie należę do tego zacnego grona. Nie gromadzę, nie zbieram, nie kolekcjonuję. Jestem anty-wzorem rodzica zapobiegliwego i patrzącego w przyszłość w każdym aspekcie. Patrzę na tu i teraz i się nim cieszę. W przyszłość patrzę wyłącznie pod kątem osobisto-rodzinnym, nie zaś z nadzieją przewidzenia, co radosnym Paniom z 217-tki przyjdzie do głowy tym razem. Mało tego. Nie jestem pewna, czy w ogóle chciałabym inaczej.

Ciekawe co interesującego trzeba przynieść na jutro? ;)


  • RSS