Wpisy z okresu: 11.2012

Janek | 2012/11/28 |

Pierwsze urodziny.

Czas zapiernicza, co? :)

Mina żłobkowa mówi, że w charakterze modela Jan raczej się nie odnajduje, ale na szczęście poza obiektywem jest cały uroczy i w skowronkach.

Życzę Ci Synku, abyś w życiu spotykał samych wspaniałych ludzi, żeby Cię spotykały wszystkie najwspanialsze rzeczy i żebyś umiał to wszystko docenić. Ja na pewno bardzo się będę starać żebyś wyrósł na dobrego, fajnego i mądrego człowieka.

Mama

Od miesiąca z okładem męczy mnie taki kaszel, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Żadne tam syropki, tabletki do ssania, żucia, brania pod język. Mam wrażenie, że jeszcze chwila a wykaszlę płuca.

Lekarz numer jeden osłuchał, stwierdził, że płuca i oskrzela czyste, po czym przepisał syropek, tantum verde do ssania i won.

Po tygodniu wróciłam na kontrolę i niestety nadal utrzymywałam, że mój kaszel się utrzymuje. Dostałam drugi syropek, zalecenia żeby dużo pić i oszczędzać gardło. No bo normalnie jak wiadomo zajmuję się codziennym skandowaniem na stadionach okrzyków rozmaitej treści i sporego natężenia decybelami.

Minął tydzień. Lekarz numer jeden na zwolnieniu, chory. Lekarz numer dwa pyta uprzejmie co mi dolega. Uprzejmie referuję to, co i tak właśnie czyta równolegle ze mną z leżącej przed nim karty. W badaniu stwierdza, że płuca i oskrzela czyste. Gardło podrażnione… bo skoro ciągle kaszlę to trudno by było inne. Przepisuje syropek, tabletki do ssania. Pokazać się za tydzień jak nie będzie poprawy.

Poprawa nie zajrzała, zatem się wybrałam do przychodni ponownie. Nie wiem po co.

Zastałam zakichaną Panią w Rejestracji i Lekarza numer trzy. Pierwszy nie wrócił ze zwolnienia, drugi do niego dołączył. Ciekawe czy leczyli się tym samym syropkiem? Na wszelki wypadek nie pytam. Nie chcę wiedzieć.

Lekarz numer trzy wygląda jakby już co najmniej raz umarł. Pyta mnie co mnie właściwie sprowadza. Mam ochotę odpowiedzieć, że tak sobie przechodziłam obok i postanowiłam wpaść i dowiedzieć się co słychać. Ale jestem bardzo dzielna. I miła. I uprzejmie referuję po raz kolejny tę samą śpiewkę.

Płuca i oskrzela czyste.

Tak, wiem, prałam przedwczoraj w Perwollu (w końcu zawsze noszę go w torebce).

Już, już ma mi wypisać nazwę syropku i pastylek do ssania… ale coś go tknęło.

- Próbowała Pani syropu z cebuli?

Tak się składa, że na cebulę mam alergię. Najpierw mam wysypkę a potem stopniowo puchnę, poczynając od miejsc z węzłami chłonnymi. Faktycznie mogłoby pomóc. Z pewnością w końcu przestałabym kaszleć. Na amen.

We środę na 8.30 mam kolejną wizytę.

Lekarz numer 4.

Trzymajcie kciuki żebym nie wybrała się do przychodni z podręczną siekierką…

Mysz zakończyła swój żywot gryzonia. Przez pierwszy tydzień Książę Małżonek głównie ją dokarmiał, gdyż wszystkie kawałki sera znikały z zastawionej pułapki jak sen złoty a pułapka łapała jedynie wskazujący palec zastawiacza. Niejednokrotnie zresztą. W końcu kiełbasa na tyle osłabiła mysią czujność i spryt, że operacja Strych zakończyła się sukcesem.

Książę Małżonek okazał się niezwykle łowny. No i póki co trafia do kuwety 10/10.  Same plusy :)

Prócz pasji myśliwskiej Plus Jednego odkryliśmy, że zawsze marzył nam się ekspres do kawy.

Kiedyś staliśmy już przez sklepem Tchibo ale mieli dość specyficzną akcję marketingową i nas nieco zniechęciło do zakupów. Mianowicie przed sklepem stały sobie dwie Piękne Hostessy i częstowały pachnącą kawą przechodzących ludzi. Kawa pachniała obłędnie, więc przystanęliśmy ochoczo i czekaliśmy na podanie kubeczków. Niestety chyba nie wstrzeliliśmy się w żmudny proces selekcji, gdyż po zogniskowaniu się na nas Piękna Hostessa wycedziła, że kawa tylko dla chcących zakupić ekspres i uśmiechem numer 5 obdarzyła innych gości. Mnie lekko wcięło, Książę Małżonek zaś pochylił się w stronę Pani Ładnej znacząco i bardzo donośnie wypowiedział, że bardzo dobrze, bo właśnie miał zakupić i nie zakupi, oraz dodatkowo obiecuje, że nigdy nic w tym sklepie nie zakupi on ani żaden osobnik z jego rodziny i znajomych… po czym uśmiechnął się promiennie. Z trudem powstrzymałam się od dodania do litanii Bogusia Lindy oraz Matki Whitney Houston.

Nabijaliśmy się ze specyficznego sposobu walki o klienta przez pracowników tej marki ale koniec końców wróciliśmy. Dokładnie po dwóch latach. Bo akurat promocja i zamiast 379 mamy szansę wydać 249 złotych polskich.

Wchodzimy do sklepu. Oglądamy, wybieramy, dotykamy i gmeramy. W końcu decydujemy się na biały.  Jedyny w tym kolorze, jaki udaje nam się namierzyć, jest aktualnie w tak zwanej ekspozycji. Prosimy Panią z Obsługi.

- Chcielibyśmy kupić ten ekspres… – zagajamy nieśmiało

- Uhm – niezrozumiale bąka Pani i czmycha na zaplecze

Po kilku minutach wraca z kartonem.

- Czy to ostatnia sztuka z białych? – upewniamy się

- Białych w ogóle nie było – obrusza się Pani i spogląda na nas podejrzliwie

- A ten? – jesteśmy zdziwieni, bo przecież właśnie na biały patrzymy

- To jest kremowo-perłowy! – oburzenie Pani osiąga zenit

Faktycznie. Co to za klienci w ogóle? Ekspres chcą kupić i jeszcze się na kolorach nie znają. Masakra…

I tak oto nasza rodzina się powiększyła.

Aczkolwiek śmiem twierdzić, że klient marki Tchibo musi być niezwykle zdeterminowany i wyposażony w rozległą wiedzę z zakresu rozpoznawania barw. Nie mam pojęcia kto u nich prowadzi szkolenia z obsługi klienta ale trening asertywności mają wszyscy w małym palcu :)

Jakoś | 2012/11/15 |

Jakoś nie mogę się wygrzebać z listopadowego dołka i nieustającego przeziębienia.

Dwoje małych dzieci plus mąż na składzie gwarantuje zawirusowanie permanentne. Odpalamy się jedno od drugiego. Jak tylko ktoś zdąży wyzdrowieć, natentychmiast łapie coś fascynującego od współdomowników.

Oraz mamy mysz. I to mnie niestety wkurwia. Jak na złość nie chce się zawirusować a pułapkę ma w poważaniu. Chciałabym jej powiedzieć, żeby sobie poszła, ale jakoś nie było jeszcze okazji do spotkania. Na wszelki wypadek tłuczek do mięsa mam na podorędziu.

Najchętniej zapadłabym z zimowy sen i obudziła się na wiosnę.
Albo przynajmniej zjadła sernik.
W Ikei nie planują wznowić dystrybucji ciasta Almondy.
Rozpacz bezdenna.

Haluta znalazła wydrukowane nasze archiwum ksiąg gości z randek – czyta i rechocze. Ja czekam w kolejce.

Oraz już wiem jak będziemy wyglądać na starość


  • RSS