Wpisy z okresu: 1.2013

Co zrobiłam od razu po powrocie do domu zamiast rzucić wszystko w diabły i po prostu zwyczajnie odpocząć, leżeć do góry masztem i chrapać rozgłośnie?

Rozebrałam choinkę a następnie wciągnęłam odkurzaczem stertę igieł z całej podłogi. No i oczywiście do późnej nocy odgruzowywałam kąty i pucowałam chałupę. Bo czemu niby nie.

Czy to się jakoś leczy?

Pomyśleć, że kiedyś potrafiłam rozpakować plecak z wakacyjnej wyprawy jakoś po miesiącu i zupełnie nie mieć z tym problemu…

Już po wszystkim | 2013/01/13 |

We własnym domu najlepsze jest… wszystko.

Własne łóżko, wanna, zapach bezpieczeństwa i spokoju. Nawet kurz, który się rozpanoszył i rozmnożył oraz wielka wydma ubrań, która zasłania pralkę i woła o rozładunek. Wszystko jest swoje i normalne. No i nikt nie budzi cztery razy w nocy, bo: leki, temperatura, kroplówka, seria dziwnych pytań o czwartej nad ranem. Bezcenne.

Dobrze jest wrócić. Mam nadzieję, że następnych razów w szpitalu już nie będzie. Jasiu, lepiej weź to sobie do serca bo czeka cię karny jeżyk do pełnoletności.

Bardzo Groźna Mama

 

Ps. Igor był bardzo dzielny. Strasznie fajny z niego facet i kocham go na zabój nawet gdy strzela focha bo go gonię do lekcji. Oczywiście jest nygusem i ancymonem jakich mało, ale trudno się było spodziewać czegoś innego znając moje dzieciństwo. Niedaleko pada jabłko, oj niedaleko.

Ps2. Książę Małżonek stawił się dziś w szpitalu na planową operację. Czekał rok, więc i tak nieźle. Połamią mu kichawę i nawet nie będzie mógł nikomu oddać. Po wyjściu będzie wyglądał jak ofiara przemocy, zatem od razu zapowiedział, że pierwsze kroki skieruje do naszego zaprzyjaźnionego sklepu i opowie, że go biję. Potem zapewne odwiedzi znajomych ;)

Ps3. Janek zaliczył pierwsze postrzyżyny. Bez włosów wygląda dokładnie jak Igor w jego wieku. Mam deja vu.

W drugi dzień świąt postanowiliśmy z Jankiem odwiedzić SOR szpitala na Niekłańskiej… i jesteśmy tu do dziś.

Obustronne zapalenie płuc. Dwa antybiotyki, sterydy, tlen, jakiś kosmos.

Nie wiem kiedy wyjdziemy ale wiem już, że Sylwester na oddziale pediatrycznym jest straszliwie smutnym wydarzeniem. Północ powitaliśmy antybiotykiem i kroplówką. Przez okno obserwowaliśmy wiwaty i barwne fajerwerki a ja czułam się bardzo samotna i bardzo nieszczęśliwa.

Na dokładkę Młody podłapał w szpitalu rotawirusa, więc aktualnie czas odmierzają nam kroplówki, bo nic nie jest w stanie utrzymać w żołądku. Jest strasznie biedny i ma takie smutne oczy, że aż przykro patrzeć.

Z rzeczy praktycznych w takich miejscach – odkryłam, że do wanieniek do kąpania maluchów, od których zawsze giną te czarne zatyczki (zawsze! nie wiem o co z nimi chodzi – ktoś je kolekcjonuje?), pasuje pokrywka z małego sudocremu a łapkę z wenflonem wystarczy zapakować w szpitalną rękawiczkę jednorazową. W ten sposób da się kąpać dziecko w pojedynkę bez konieczności wykonywania dziwnych ruchów i wyjść z tego w suchym odzieniu.

Oby się nikomu nie przydała ta wiedza, ale jeśli już, warto ją mieć, by choć trochę ułatwić sobie sprawę.

Jeśli macie jakieś zbędne pokłady energii i dobrych myśli, to uprasza się o wysyłanie. Chwilowo mam niedobór wiary i nadziei, o sile nie wspomnę. A może jest na sali zapasowy kręgosłup? Obawiam się, że mój lada chwila ogłosi strajk.

Nienawidzę szpitali.


  • RSS