Wpisy z okresu: 2.2016

Literatura | 2016/02/21 |

Panna Lena zasłuchana w Andersenie.
Cała w różach i tiulach. Bo przecież nawet z zapaleniem płuc trzeba wyglądać odpowiednio.

lena

Lazaret domowy | 2016/02/18 |

Nie zna życia, kto nie był jedynym zdrowym osobnikiem pośród trojga chorych dzieci i Księcia Małżonka ze stanem podgorączkowym. Wszyscy chorzy, kaszlący i potrzebujący natychmiastowej pomocy, herbaty, koca, zabawki, książki, pilota, czegoś bliżej nieokreślonego, wody z bagna.

Podawanie każdemu z osobna jego zaleconych leków przy użyciu wszelkich środków perswazji, bez młotka, gwoździ i taśmy izolacyjnej – nowa sprawność zdobyta. Plus trzy inhalacje. Razem godzina. W pokoju siwy dym jak na Metalmanii.

Ómrem wkrutce.
Torturę niewyspania znajduję wymyślnie okrutną. I mam ochotę mordować wszystkich śpiących smacznie do dziesiątej.

Drogi Święty Mikołaju! Byłam naprawdę bardzo grzeczna. Mogę znaleźć i odpowiednio zastraszyć dowolną liczbę świadków. W końcu jestem matką. Czy przez wzgląd na naszą długoletnią współpracę oraz w drodze absolutnego wyjątku mogłabym dostać swój świąteczny prezent już dziś?? Mały, ciemny, wytłumiony i przytulny schowek na szczotki, koniecznie zamykany od środka. Wyposażenie zbędne, kocyk wystarczy. Bardzo, bardzo, bardzo… bardzo proszę.

Chorość | 2016/02/11 |

Wygląda na to, że aktualnie na metrażu jestem jedyną osobą bez gorączki, grypy, zapalenia płuc, anginy i bolącego barku.

Podaję leki, obieram jabłka, noszę na rękach, robię kisielek, zmieniam okłady, otulam kocem, trzymam miskę i dziarsko klnę pod nosem.

„Raz dobosz, zuch, szedł sobie ulicami
I bił za dwóch w swój bęben pałeczkami.
Ram, pam, pa, ra, ra… mać!”

Pragnę umrzeć.

Jan, znawca kobiet | 2016/02/04 |

Poranek. Piąta trzydzieści.

Mam wrażenie, że dopiero co położyłam się do łóżka. To niemożliwe żeby już minęła noc. Przez ułamek sekundy łudzę się, że to zakrzywienie czasoprzestrzeni i tak naprawdę dalej śpię.

Moje powieki są bezwładne podobnie jak reszta. Pod lewą łopatką czuję plastikowy młotek. Prognozuję, że ów młotek będę wspominać wielokrotnie w biurze pochylając się nad laptopem. I to raczej niezbyt miło. Otwieram jedno oko i usiłuję zwlec się z łóżka, bo budzik odbębnił już dwie drzemki i trzeciej nie będzie. Okropna męka.

Po wykopaniu się spod kołdry dostrzegam Jana, wpatrującego się we mnie z uśmiechem. Bo ot tak przyszedł się przytulić.

Po czym powiedział:
- Mamo, jesteś stanowczo za ładna żeby iść do pracy!

Oooooo…

Tak, wiem. Czterolatki są urocze i tak mają tuż przed przemianą w foszastego potwora. Ale mogłabym go jeść łyżkami :-)

Oraz podkreślam, że padło tam „stanowczo”. Ach. Teraz się ponapawam. Proszę mnie nie uświadamiać, że jest nieobiektywny.

Zmiana lokalu | 2016/02/01 |

W czasie choroby Leny jej żłobek się przeniósł. Znaczy nie, że podkasał fundamenty i podreptał gdzie indziej. Ot, stary żłobek się remontuje, więc dzieci wraz z personelem zyskały nowy adres.

Nowy budynek, nowa dzielnica – Wesoła, bardzo radośnie i biorę to za dobry znak. Wszystko jest nowe, pachnie świeżością a grupy są dwie, kameralnie. Nie wiem jeszcze czy mi się tam podoba, bo to mini żłobek, więc nie mają tam kuchni i dzieciom przywozi posiłki żłobek z Gocławia. Ale umówmy się, nie mnie ma się tam podobać a Młoda jest z gatunku tych, którzy swoje zdanie wyrażają zawsze, dobitnie i do skutku. Da sobie radę.

W związku z powyższym dziś rano, po wyprawieniu Igo na Zimę w mieście i odwiezieniu Janka do przedszkola, cudem i w ostatniej chwili przypomniałam sobie, że Halo! Matka! Ty nową trasą jedź bo azymut masz nadal na stare śmieci!

Udało się. Pojechałam, zawiozłam. Młoda rozejrzała się, założyła kapcie, wygładziła sukienkę. I poszła. Nie spodziewałam się scen rozpaczy i histerii, bo to zupełnie nie w jej stylu, ale zdumiała mnie brakiem jakichkolwiek obaw. No i nie było papa.

Dorośleje młodzież :-)


  • RSS