Trudy dyplomacji | 2017/02/07 |

- Bądź piękna! – wielki czerwony imperatyw wyrasta przede mną na światłach.

- To jest Citroen Jumper – oznajmia mi uprzejmie Jan, dysponujący niemal wszechwiedzą motoryzacyjną.
- Masz rację – przyznaję.
- Cieszysz się, że Ci powiedziałem? – dopytuje Jan, który lubi być pomocny.
- Bardzo – uśmiecham się.
- A co tu jest napisane? – pyta Jan Chodząca Ciekawość.
- Bądź piękna! – odczytuję wielki czerwony napis.
- Hmm. To nie wiem… – zasępia się Jan patrząc na mnie z powątpiewaniem.

Szczęśliwie po chwili ruszyliśmy i temat zszedł na inne, bezpieczniejsze tory.

Jan zadrzemany | 2017/02/05 |

- No co Ty, Mamo! Nie będę spał. Jestem już starszakiem. Starszaki nie śpią w dzień.

16472961_783950055103807_238500372067781540_n

Mamuma – mama pieszczotliwie wg Leny
Tatum – tata pieszczotliwie wg Leny
Służbowa – Jan o siostrze, etiologia nieznana
Giblotki – łaskotki
Wronka – Lena o sobie, po czym demonstruje z zaangażowaniem „kraaa”
Nabzdycz – wczesny nastolatek w fazie obrazy majestatu
Pooddychaj – wyjdź na chwilę z domu, odetchnij głęboko i spróbuj się uspokoić (wróć kiedy przestaniesz wizualizować morderstwo)
Nigdy – Jan odmawia kategorycznie, na ogół jednak szczęśliwie dość szybko zmienia zdanie
Ty bobasie – największa obelga

Dziesiąta muza | 2017/02/04 |

Igo, kinoman z gatunku zapalczywych, na sobotę umówił się z Halutą do kina.

Umówił się w poprzedni weekend, w związku z powyższym od poniedziałku gnębił mnie pytaniem, czy Ciocia Magda coś napisała i czy na pewno pójdą do kina, bo On jakby co, jest już w blokach. Wtorek zignorowałam. We środę i czwartek od tłumaczenia, że istnieje życie pozakomórkowe i ludzie mają pracę, sen, obiad, inne plany i niekoniecznie dzwonią czy piszą każdego dnia, rozbolała mnie szczęka.

W piątek po szkole naszykował sobie ubranie, oczywiście bluza z Lordem Vaderem, jakże by inaczej. Wieczorem dorzucił również skarpety z motywem Star Wars. Przed snem kazał się obudzić o szóstej rano i w nocy zaatakować Ciotkę jeszcze ze dwoma wiadomościami, czy aby na pewno Ciotka pamięta. Litościwie oszczędziłam Hal esemesów a młodemu poleciłam, że ma natentychmiast spać albo z seansu wyrzucą go za chrapanie.

W sobotę prawie zniósł jajo.
Magda miała przyjechać ok 13, więc już o 10 był umyty, pachnący, ubrany, z ułożoną przed lustrem fryzurą i biegał od okna do okna. Gdy Haluta w końcu przybyła, Igo był już nieprzytomny z radości i szczęśliwy jak dzika świnia w obierkach.

Umówmy się, to nie jest dziecko, które chodzi do kina raz w roku, a z rozrywek ma jeno pielenie grządek, haft na tamborku i nucenie psalmów o poranku. To klasyczny jedenastolatek z fochem na obliczu, gdy chcemy gdzieś iść, bo On akturat zawsze ma inne plany. Ogólnie rodzice zaczynają już pomału go nużyć. Każą mu się uczyć, sprawdzają czy odrobił lekcje i bez sensu łażą na wywiadówki, jakby doprawdy było po co. Przecież niczego nowego się nie dowiedzą. A już na pewno niczego, czego chcieliby się dowiedzieć.

Tymczasem najwyraźniej kino z Ciotką wygrywa we wszystkich rankingach. Śmiem przypuszczać, że z Ciocią Halką nawet grabienie liści, czy wynoszenie śmieci to przednia zabawa.

Rozważam namówienie Haluty by trochę z nami pomieszkała. Wszystkie moje prośby i polecenia byłyby wykonane w podskokach i jeszcze mogłybyśmy jak za dawnych czasów pogadać do rana przy winie. Pytanie tylko, co Książę Małżonek na dwa nietrzeźwe trupy w kaloszach dokoptowane do dotychczasowej i tak rozrabiającej trzódki.

Prawie jak SPA | 2017/02/02 |

Czwartkowy poranek.
Leżę w łóżku i czytam.
Luksusowo.

16427293_782119338620212_7680816348783824804_n

Poniedziałek-kaszlałek.

Tymczasem dla Jana był to, jak się okazuje, cudowny dzień:
1. Jan nie był dziś w przedszkolu – przedszkole w poniedziałkowy poranek to zło najwyższej próby i nie sposób się nie zgodzić, bo każdy wolałby zostać wtedy w łóżku.
2. Był u swojej ukochanej Pani Doktor – przy każdym spotkaniu wymieniają uściski, czułe słówka i kurtuazyjne ukłony, a Pani Doktor jest już chyba dożywotnio zachwycona szarmanckim stylem bycia i nieodpartym urokiem Janka.
3. Dodatkowo dostał wypasiony pakiet naklejek Dzielny Pacjent, którymi okleił się po czubeczki (oraz plecy siostrze).
4. A w aptece w ogonku dostał lizaka na kaszel w ramach testowania smaków, co przyprawiło go tak dobry humor, że całkiem zapomniał o swojej chorobie.

- Jak się czujesz Jasiulku? – zapytała po powrocie Babcia Krysia odgarniając z wnuczkowego czoła niesforny kosmyk
- Wspaniale Babciu! – wykrzyknął zachrypnięty lecz szczęśliwy pięciolatek – I już dużo lepiej kaszlę! – dodał, po czym demonstracyjnie niemal wypluł płuca na podłogę

Do wieczora Jan dotarł na różowej chmurce, bo generalnie jest dzielniakiem i nie pęka na robocie. Na szczepieniach czy pobraniu krwi nawet się nie skrzywi, nie buczy bez powodu, lekarstwa łyka pokazowo i bez mrugnięcia, oraz nie boi się lekarzy a szpatułką pozwoliłby sobie pewnie przez gardło zbadać wątrobę.

W wieczornej kąpieli najwyraźniej skończyła mu się skala endorfin.
Rozentuzjazmowany, pluskając się w wannie, nic z tego ni z owego wyemitował z mocą w kierunku Księcia Małżonka, zbliżającego się doń ze szczoteczką do zębów:

- Tato! Kocham wszystkich!! Bo przecież Ty i Mama jesteście wspaniali!!

Następnie eksplodował uśmiechami a nas zalała fala budyniu. I wisienka.

Tak jest, Synu.
Kochać wszystkich.
Nikogo nie oszczędzać.

Port Augustów | 2016/07/05 |

Statek Sajno i my płyniemy do ujścia Rospudy.

13600081_661099240722223_2947995012509605966_n

13612385_661099150722232_710921139284108950_n

13627052_661099120722235_6481384420099792140_n

Truchtem do Tobołowa | 2016/07/05 |

Zwyczajowo ludzie na urlopie o poranku przeciągają się w łóżku i z zadowoleniem myślą, że jak to dobrze nic nie musieć. Po czym obierają azymut na drugi bok i dochrapują jeszcze małą drzemkę. Tymczasem Matka Dzieciom wstaje i idzie z Ciotką Halką biegać. Zachwycając się otoczeniem i łapiąc owady w zęby sapią jak dwa parowozy i radosnym truchtem przemierzają krętą wstążkę szosy. To wystraszą kota śpiącego na ławeczce, to przyprawią o zdumienie staruszka na rowerze, ale jest im tak dobrze, że aż trzeszczy. Ciotka ma figurę modelki, więc biegnie pierwsza a Matka Dzieciom ma większą motywację. Plus oczywiście większą masę do ruszenia z posad. W drodze powrotnej zaglądają do sklepu z pysznym swojskim jedzeniem i do małego plecaka wkładają świeże bułki, nie takie dmuchane i ładniutkie jak w mieście, tylko prawdziwe pachnące piecem, wyrośnięte bułki, szynkę wędzoną w kominie i kilogram czereśni. Po śniadaniu pójdą nad jezioro, albo gdzie tam sobie wymyślą. I będzie im tak dobrze aż zatrzeszczy. – Chwilo trwaj – pomyśli sobie Matka Dzieciom oblepiona szczelnie przychówkiem, który zdążył się już stęsknić i przytula się do mokrej od chłodnej wody spod prysznica skóry. – Ładnie pachniesz – doda do tego Jan Przymilny – Tak mamusiowo.

Trzeszczy. Zachwycająco. I pachnie latem.

Wakacje, juhuu! | 2016/07/02 |

Po spakowaniu pięcioosobowej rodziny na wakacje nad jeziorem (pogoda zmienna, sklep jeden, spożywczy i asortyment w nim wąski) Matka Dzieciom poczuła, że jeszcze jedna para skarpet w serduszka, jeszcze jedna koszulka z Zygzakiem McQueen’em i natychmiast oszaleje. Będzie gryzła, wrzeszczała i kopała a po kilku latach pewnie zostanie szefem MON.

SzanPaństwo z przychówkiem udają się do uroczej wsi Danowskie. Dwa tygodnie nic_nie_robienia. Będę leżeć aż dostanę odleżyn. O!

 

Update nieco później.

Jezioro Blizienko. Najlepiej :-) Dzieci wykąpane w jeziorze, lin w barze nadal pyszny, pomost nagrzany słońcem. Jest mi dobrze i nie radzę nikomu tego zepsuć.

Tatonotka | 2016/06/23 |

Milion lat przed naszą erą byłam jakoś dramatycznie zakochana w Strasznym Dupku. Straszny Dupek rzucił mnie zaraz po wspólnych wakacjach nad morzem, przez telefon, bo jednak chyba poczuł się słabo na myśl, że mógłby dostać w ryj na żywo. Jako powód podał coś w stylu „potrzebuję czasu” czy inną podobnie wiarygodną bździnę. Czasu potrzebował niedużo, bo już następnego dnia zjawił się pod uczelnią z kwiatami… dla mojej koleżanki. Mnie zostawił na portierni kliszę że zdjęciami z wakacji, z której starannie powycinał niektóre klatki. Z pewnością ucieszył się z niej pobliski śmietnik.

Upokorzenie i narastającą w gardle gulę wiozłam do domu przez półtorej godziny, bo był korek jak cholera. Po wejściu do domu zalałam się łzami, padłam na łóżko i klasycznie rozwyłam lacrimosę w poduszkę. Dramat i rozpacz w kratkę.

Pamiętam, że przyszedł do mnie Tato (a proszę mi wierzyć, że Tato do beczących podlotków nie biegał ochoczo i raczej usiłował stawiać do pionu niż pocieszać). Przyszedł. Siadł na łóżku z rolką ręczników papierowych i spokojnie czekał aż mu wszystko opowiem. Chyba pierwszy raz w życiu. Zasmarkałam mu rękaw tiszerta, zapuchłam elegancko i zużywszy ręczniki, poszłam spać.

Obudził mnie bardzo stanowczy głos Taty, który z przedpokoju przez telefon mówił Strasznemu Dupkowi co mu zrobi jak ten jeszcze raz pokaże się na naszej uczelni. W tym głosie była stal i wysokie prawdopodobieństwo spełnienia obietnic.

Ojciec nie znosił nigdzie dzwonić. Do tej pory nie przepada za tą formą kontaktu a jeśli ma wykonać telefon, zbiera się do tego przez kwadrans. Wtedy jednak wynurał z mojego notesu numer i załatwił sprawę.

Straszny Dupek już nigdy nie pokazał się na Szczęśliwickiej.

Dziś Dzień Ojca.
Dziękuję Tato.

Wszystkim ojcom, tatom, tatkom i tatusiom – grubym, chudym, przystojnym mniej lub bardziej – wszystkiego dobrego. Bądźcie dla swoich dzieci superbohaterami przez całe życie.


  • RSS