O tym, że powinnam | 2016/05/10 |

Im bardziej powinnam coś zrobić, tym więcej wynajduję sobie innych zadań, by tylko nie zabrać się do tego głównego.

Szczytem szczytów było wyczyszczenie szuflady na sztućce i posegregowanie plastikowych pojemników.

Teraz już nieubłaganie, nieodwracalnie muszę.

Albo najpierw napiję się cydru.

Turkiewki majowe | 2016/05/07 |

Panna Lena biega po kuchni z modelem ferrari i dziarsko wykrzykuje:

- Turkiewki to som! Turkiewki mi daść!

Jan zjada makaron świderki z jogurtem. Kategorycznie żąda usunięcia truskawek z obszaru talerza. Wypatrzy nawet mikroskopijny kawałek. Teren skażony obecnością owoców musi zostać poddany drobiazgowym oględzinom, którym towarzyszy pomrukiwanie i marsowa mina.

Lena z zapałem pochłania truskawki, łaskawie ignorując makaron świderki. Sos z jogurtu integruje się z sukienką w kwiatki. Niebieską, dotychczas. Ferrari musi poczekać. Świat musi poczekać. Panna Lena je i niech nikt nie waży się jej pomagać bo będzie zmuszona go ściąć.

Igo zjada wszystko i bierze dokładkę. Piłka nożna wzmaga apetyt. Jak również zużycie środków piorących, wody i energii. Pierworodnego po meczyku rozpoznajemy po czuprynie, ogólnej chudości i pająkowatych odnóżach.

Dzielni rodzice usiłują niezobowiązująco konwersować. Zjedli już swoje porcje oraz to, co raczyły pozostawić urocze dziateczki. Dzień jak co dzień. Tylko truskawki pierwsze.

- Turkiewki! – poprawiłaby natychmiast Lenuśka.

collage-1462633489441

Igo piłkarz | 2016/05/07 |

Zawiozłam syna na mecz.

Igo – Mam wrócić sam czy po mnie przyjedziesz?
Ja – Przyjadę.
Igo – Dobra to do piątej. Od 14 trzymaj kciuki, będę w ataku, paaa!

No to trzymam.
Dumna bardzo.

2 maja | 2016/05/02 |

Niektórzy dziś rano wstali by pojechać do pracy.

Tymczasem inni ofiarnie postanowili pilnować łóżka.

Oczywiście jeśli rodzice mają wolne i chętnie pospaliby dłużej, młodzież wstaje o brzasku. Klasyka gatunku :-)

13119085_631647907000690_8350431607321403621_n

Kwiaty na jabłoni | 2016/05/01 |

Niedziella. Cześć Maj! Fajnie, że jesteś.

Po śniadaniu odśpiewaliśmy Hal przez telefon urodzinowe „sto lat”. Było głośno i miejscami fałszywie ale za to zawartość uczuć w każdym dźwięku olbrzymia. Hal była akurat w pociągu. Prócz najlepszych życzeń wyraziliśmy również nadzieję, że nie byliśmy na głośnomówiącym.

Następnie wykonałam podstępny nalot na kanapę, przykryłam się kocem i włączyłam opcję drzemki z totalnym olaniem reszty wszechświata. Oczywiście nadszedł ten moment, w którym obsiadły mnie maluchy kategorycznie żądając aktywności w wyścigu resoraków, ale co przespałam, to moje.

Wylegliśmy na podwórko.

Kibicujemy mocno wszystkim nowym pączkom na świeżo posadzonych drzewkach, rytualnie zbieramy kamyki i mamy kolejkę do huśtawek. Na spacer wyciągnięte zostały rowery, hulajnogi i plastikowe taczki, którymi świetnie wozi się piach i kamienie. Jan oswaja pierwszy rower Igora, Lena przemierza kilometry na biegowym rowerku Janka. Jan wspina się na drzewo i ma w nosie wołanie do kąpieli. Igo objaśnia siostrze, że z kwiatów na jabłoni będą latem pyszne papierówki.

Pamiętam z mojego dzieciństwa jak w lipcu rozkładałam pod nią na trawie koc, brałam mały jasiek, książkę i jadłam jabłka zrywane wprost ze zwisającej nade mną gałęzi. Koc był w kratkę, jabłka żółte i słodko-kwaśne, w konewkach odstawała się napompowana rano woda do wieczornego podlewania pomidorów, owady brzęczały niezobowiązująco, a książka zawsze była pobrana z biblioteczki rodziców. Czytałam z wypiekami Annę Kareninę i Ostatniego Mohikanina a w planach było jeszcze całe zagłębie literatury. I to jest jedno z moich ulubionych wspomnień.

Jabłka będą, jak co roku, pyszne. Wiem to.

Lenuśka | 2016/04/24 |

Panna Lena skończyła dwa lata. Od początku pokazała nam, że jest waleczna, uparta i bardzo lubi postawić na swoim. Moja mała córeczka – najwspanialszy prezent od wiosny. Codziennie pokazuje nam, że uśmiechać można się bez przerwy, nawet przez sen. Bądź szczęśliwa kochanie! <3

collage-1461517308238

Matka Dzieciom odsiadywała swoją karę pod gabinetem nr 9 na pierwszym piętrze przychodni.

Wyrokiem sądu losowego i w wyniku wypadkowej trzech gargantuicznych rozmiarów ciąż, prócz jakże uroczych dziateczek – sztuk trzy – pozyskała kręgosłup, nie tyle bolący, co okresowo – pardą maj frencz – napierdalający dziko niczym dziarski kangur wagi półśredniej w przygodnie napotkanego turystę. Teraz nie dość, że z bólu rozważała cały wachlarz mniej lub bardziej irracjonalnych zachowań, od pojękiwania w kątku, przez stepowanie na siedząco, po lekkie nietrzymanie moczu, to jeszcze była zmuszona uczestniczyć w opowiadanym z najdrobniejszymi szczegółami przez starszą panią z boku drugiej starszej pani zabiegu chirurgicznym. Wiem doskonale o wszystkich wrażeniach starszej pani i obawach drugiej starszej pani, która się na ów zabieg wybrać powinna. Litościwie nie przytoczę albowiem tak się składa, że jestem z tych wrażliwych. Tak, tak, nie wyglądam.

Szczęście niepojęte i łaska spłynęły na Matkę Dzieciom gdy tylko drzwi gabinetu otworzyły się i usłyszała swoje standardowo przekręcone nazwisko. Cała w ukłonach – bo bolący kręgosłup – dopłynęła do krzesła i osiadła na nim z ulgą.

- Co się dzieje? – spytał Doktor Na Zastępstwo

Matka Dzieciom nie bardzo wiedziała od czego zacząć ale postanowiła pominąć wszelkie dobre zmiany na jeszcze lepszej scenie politycznej kraju, który podźwignął się z ruiny, wstał z kolan i z hukiem spada w otchłań czarnej dudy…

Skupiła się więc na kwestiach medycznych.

- Mam problem z kręgosłupem – wyznała krzywiąc się niemiłosiernie, gdyż akurat kazano jej wstać i bardzo dokładnie poczuła, że właściwie to jeszcze trochę by posiedziała.

- Jaki ma Pani problem z kręgosłupem? – spytał Doktor Na Zastępstwo.

- Pyskuje, włóczy się po nocach z kumplami, pije alkohol i nie chce wynosić śmieci – pomyślała Matka Dzieciom.

Zamiast tego oznajmiła, że boli. Tak, wiem, przyziemnie. Ale Doktor Na Zastępstwo nie wyglądał na chętnego do żartów. Matka Dzieciom wyszła z gabinetu ze skierowaniem i receptą. Obie starsze panie były pochłonięte rozmową o możliwych powikłaniach w operacjach jelita i tym, co spotkało sąsiadkę drugiej starszej pani. Mam nadzieję, że bardziej listonosz z emeryturą niż cokolwiek innego. W każdym razie czmychnęłam stamtąd na powietrze.

W nocy Matkę Dzieciom dręczyły koszmarne wizje powikłanego listonosza i chirurga lekkoducha z ciężką ręką. W związku z powyższym rano nieprzytomna pojechała do pracy. Całe szczęście, że na Dworcu Zachodnim z pociągu wysiada wielu pasażerów i panuje ogólny tumult i wrzawa. W przeciwnym razie Matka Dzieciom zwiedziłaby sobie Łowicz, hej!

Literatura | 2016/02/21 |

Panna Lena zasłuchana w Andersenie.
Cała w różach i tiulach. Bo przecież nawet z zapaleniem płuc trzeba wyglądać odpowiednio.

lena

Lazaret domowy | 2016/02/18 |

Nie zna życia, kto nie był jedynym zdrowym osobnikiem pośród trojga chorych dzieci i Księcia Małżonka ze stanem podgorączkowym. Wszyscy chorzy, kaszlący i potrzebujący natychmiastowej pomocy, herbaty, koca, zabawki, książki, pilota, czegoś bliżej nieokreślonego, wody z bagna.

Podawanie każdemu z osobna jego zaleconych leków przy użyciu wszelkich środków perswazji, bez młotka, gwoździ i taśmy izolacyjnej – nowa sprawność zdobyta. Plus trzy inhalacje. Razem godzina. W pokoju siwy dym jak na Metalmanii.

Ómrem wkrutce.
Torturę niewyspania znajduję wymyślnie okrutną. I mam ochotę mordować wszystkich śpiących smacznie do dziesiątej.

Drogi Święty Mikołaju! Byłam naprawdę bardzo grzeczna. Mogę znaleźć i odpowiednio zastraszyć dowolną liczbę świadków. W końcu jestem matką. Czy przez wzgląd na naszą długoletnią współpracę oraz w drodze absolutnego wyjątku mogłabym dostać swój świąteczny prezent już dziś?? Mały, ciemny, wytłumiony i przytulny schowek na szczotki, koniecznie zamykany od środka. Wyposażenie zbędne, kocyk wystarczy. Bardzo, bardzo, bardzo… bardzo proszę.

Chorość | 2016/02/11 |

Wygląda na to, że aktualnie na metrażu jestem jedyną osobą bez gorączki, grypy, zapalenia płuc, anginy i bolącego barku.

Podaję leki, obieram jabłka, noszę na rękach, robię kisielek, zmieniam okłady, otulam kocem, trzymam miskę i dziarsko klnę pod nosem.

„Raz dobosz, zuch, szedł sobie ulicami
I bił za dwóch w swój bęben pałeczkami.
Ram, pam, pa, ra, ra… mać!”

Pragnę umrzeć.


  • RSS